psycholog w hospicjum

Jak wygląda praca psychologa w hospicjum? Wywiad z Anną Cieślak – Wojciechowską, psychoonkologiem z Hospicjum Domowego w Łodzi.

Spośród wielu miejsc pracy psychologów to właśnie hospicjum jawi się często jako jedno z najtrudniejszych, a przynajmniej wymagających od psychologa szczególnych predyspozycji. Przy tym niezaprzeczalnie jest to miejsce, gdzie obecność psychologa jest bardzo wartościowa dla pacjentów i ich bliskich. Czym zajmuje się psycholog w hospicjum i jakie ta praca niesie ze sobą wyzwania opowiada Anna Cieślak – Wojciechowska.


Dr. n. filoz. Anna Cieślak-Wojciechowska, psycholog – psychoonkolog

 

Ukończyła studia podyplomowe na UJ z zakresu psychoonkologii, geriatrii i opieki długoterminowej oraz liczne szkolenia z zakresu psychoonkologii, opieki paliatywnej, tanatopsychologii, propedeutyki medycyny paliatywnej oraz opieki nad pacjentem onkologicznym. Jest wykładowcą UM w zakresie szkoleń dla lekarzy specjalizujących się w onkologii i medycynie paliatywnej, ale przede wszystkim jest osobą, która najbardziej ceni sobie kontakt z pacjentem. Pracuje w Wojewódzkim Wielospecjalistycznym Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika w Łodzi oraz w Hospicjum Domowym – Stowarzyszenia Hospicjum Łódzkie opiekując się pacjentami w ostatniej fazie życia i ich rodzinami.

 


Jak to się stało, że trafiłaś do pracy w hospicjum?

To była bardzo dobrze przemyślana decyzja, i właściwie tak postawiony cel zawodowy.

Czym jest hospicjum dla pacjentów? Jak pomaga?

Do hospicjum trafiają pacjenci, u których zakończono leczenie przyczynowe (onkologiczne) i zostali skierowani do leczenia objawowego. W Łodzi jest kilka hospicjów domowych, ale nie mamy jeszcze hospicjum stacjonarnego.

Jak wygląda Twoja praca?

W hospicjum pracujemy w interdyscyplinarnych zespołach. W skład takiego zespołu wchodzi lekarz, pielęgniarka, psycholog, fizjoterapeuta, opiekun medyczny. Wszyscy współpracujemy po to by zapewnić pacjentowi możliwie najlepszą opiekę w ostatniej fazie życia. Moja praca polega na wizytach w domu pacjenta, natomiast zakres tej pracy determinuje sytuacja. Czasem jest to interwencja kryzysowa, czasem terapia, a innym razem psychoedukacja dla rodziny. Takie wizyty zleca lekarz lub może o nie prosić sam pacjent lub jego rodzina.

Z Twoich obserwacji, kto częściej potrzebuje wsparcia – sami pacjenci czy ich bliscy?

Zwykle jedni i drudzy. Kiedy pacjent jest świadomy i chętny do rozmowy to głównie na nim skupiam swoją uwagę. Czasem jest tak, że choroba trwa miesiącami i rodzina wyczerpana opieką nad chorym potrzebuje wsparcia. To jest praca w której trzeba być przygotowanym na różne warianty. Nierzadko jest tak, że zanim skupię się na potrzebach pacjenta, wynikających z jego choroby w pierwszej kolejności muszę skupić się na załagodzeniu konfliktów między nim a opiekunami, bo sytuacja jest bardzo trudna. Lub w ogóle zacząć od psychoedukacji dla wszystkich. Zdarza się, że podczas jednego spotkania poruszamy wiele trudnych tematów, a czasem takiej gotowości nie ma, natomiast może pojawić się duża potrzeba rozmowy o objawach fizycznych takich jak zaparcia czy wymioty i trzeba takim wyzwaniom jak najkompetentniej sprostać, bo to są tematy najważniejsze w danej chwili dla pacjenta.

Czy rodziny pacjentów mogą nadal korzystać z Twojej pomocy po śmierci bliskiej osoby?

Tak, zwykle jeśli jest taka potrzeba to kontynuuję opiekę nad rodziną, ale nie jest to standardowa procedura, którą by refundował NFZ. Wynika ona z kultury i misji organizacji w której pracuję.

Co jest dla Ciebie największym wyzwaniem w pracy?

Wyzwań jest kilka, takich jak bycie na bieżąco z podstawową wiedzą z zakresu medycyny paliatywnej, jak pozbywanie się ograniczeń wynikających z tego w jakich warunkach czasem muszę pracować z pacjentem, a bywają różne mieszkania i różne dramatyczne sytuacje. Wyzwaniem bywa konfrontacja z rodziną, która domaga się uporczywej terapii lub taką która przedmiotowo traktuje pacjenta. Wyzwaniem może być pożegnanie pacjenta, w którym „zobaczyliśmy” samego siebie, a czasem to się zdarza. Wyzwania pojawiają się od czasu do czasu, ale najważniejsze to zachować spokój i korzystać z wiedzy i doświadczenia.

Obcowanie ze śmiercią jest trudne. Często nie wiemy, jak się wtedy zachować . Czy masz jakieś wskazówki dla osób wspierających? Co warto zrobić lub powiedzieć, a czego unikać?

Na pewno unikać obietnic bez pokrycia,. Pacjent nierzadko wie i czuje co się z nim dzieje, a rodzina okłamuje go do samego końca, obiecując niemożliwe i nie stanowiąc tym samym realnego wsparcia. Unikać nadmiernej koncentracji na jedzeniu, piciu i wydalaniu z pominięciem bliskości i prawdziwej empatycznej rozmowy. Pamiętać o dotyku i samej obecności.

Bycie szczerym wobec chorego jak i samego siebie to podstawa. Czasem wystarczy przyznać, że nie wiem co robić. Albo, że się boję. I to może być już początek otwartej rozmowy. Najlepszym sposobem jest po prostu być z chorym. Nawet jeśli nie wiemy co powiedzieć lub co zrobić, ale nasza obecność jest wyrazem akceptacji wobec niego, wobec zmieniającego się ciała i tego co nieuniknione. Jest towarzyszeniem, które nie tylko może być kojące dla pacjenta i dawać mu poczucie, że niezależnie jak boi się śmierci nie jest sam, ale jest też niezwykle cennym doświadczeniem dla opiekunów, którzy zostają po śmierci bliskiej osoby w poczuciu, że zrobili wszystko co mogli. To też jest bezcenne.

Czy to praca dla każdego? Jakie predyspozycje są w niej wskazane?

To zdecydowanie nie jest praca dla każdego. Trzeba mieć świadomość własnych ograniczeń i przepracowany temat własnej śmiertelności. Poza tym trzeba liczyć się z tym, że niezależne od tego jak mamy „grubą skórę” to i tak obciążenie emocjonalne może być ogromne. Są sytuacje, w których możemy bardzo pomóc i takie w których nie możemy zrobić nic, bo nie ma takiej gotowości. Trzeba być przygotowanym na to, z jakim nastawieniem idę do pacjenta, mogę robić z nim zupełnie coś innego, bo wymaga tego sytuacja i akurat trzeba pomóc się podnieść, skorzystać z toalety, napoić lub przytrzymać miskę podczas wymiotów czy towarzyszyć przy śmierci. Teoretycznie nasza praca nie zakłada innych czynności poza rozmową, ale praktycznie idziemy do kogoś do domu i możemy się znaleźć w każdej nagłej sytuacji podyktowanej chorobą. W takich sytuacjach poza tym, że jest się psychoonkologiem to trzeba być przede wszystkim człowiekiem.

Jakie wskazówki dałabyś osobom, którym marzy się tego rodzaju praca? Jak się do niej przygotować? Na co zwrócić uwagę?

Studia z zakresu psychologii nie są wystarczające, by przygotować się o tego zawodu. Studia podyplomowe lub szkolenia specjalistyczne związane z opieką paliatywną czy długoterminową są bardzo pomocne. Taka wiedza to lepsza czujność i lepszy przepływ informacji w zespole. To też lepsze przygotowanie merytoryczne, by udzielać pacjentowi właściwych odpowiedzi na jego pytania.

Pod względem samego warsztatu psychologa trzeba mieć dość szerokie pojęcie i najlepiej doświadczenie terapeutyczne, bo będzie wiele sytuacji w których to się przyda. Tak jak wspomniałam, sytuacje są różne, tak jak ludzie i ich relacje, które w obliczu choroby i perspektywy śmierci zmieniają się dość dynamicznie i są przepełnione ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Trzeba reagować elastycznie, a sztywność koncepcji i przywiązanie do jednego nurtu na pewno nie pomaga.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę. Jestem pełna szacunku dla Twojej pracy i bardzo się cieszę, że zdecydowałaś się o nam ją przybliżyć.

 

 

Brak komentarzy

Skomentuj