O samorozwoju w każdych warunkach i w każdym wieku. Goście piszą #2

Babcia, na starość do szkoły się zapisałaś? Nie możesz po prostu lepić pierogów i smażyć kotletów? Tak niekiedy dogryzają wnuki seniorom, którzy (mówiąc popularnym językiem) regularnie wychodzą ze swojej strefy komfortu i stają się najlepszą wersją siebie. Trzynaście babć i dwóch dziadków każde wtorkowe popołudnie spędzają z autorką dzisiejszej relacji udowadniając, że nie ma rzeczy niemożliwych. A raczej, że „impossible is nothing”, bo nasi bohaterowie każdego tygodnia szlifują swój angielski w lokalnym centrum seniora pod okiem naszego dzisiejszego gościa – Natalii Janusz.

Po co seniorom angielski?

Każdy z uczestników kursu to inna historia. Część z nich uczyła się już kiedyś języka, ale z czasem zapomnieli, chcą odświeżyć swoją wiedzę. Dla innych to pierwszy kontakt z angielskim. Dlaczego ten język i dlaczego akurat teraz? I po raz kolejny, ilu uczniów, tyle historii. Pani Basia często przed zajęciami przychodzi i opowiada mi o tym dlaczego to dla niej takie ważne. Zawsze chciała się uczyć. Dorastała w trudnych, powojennych czasach, gdzie trzeba było pracować, pomagać rodzicom. Skończyła cztery klasy podstawówki, lubiła chodzić do szkoły i się uczyć. Do piątek klasy już nie poszła. Miała inne obowiązki. Ale wraz z upływem czasu nie straciła chęci do nauki. Dopiero teraz, na emeryturze, znalazła czas dla samej siebie i tak pojawiła się w centrum.

Pani Halinka uczy się z zupełnie innych powodów. Jej córka poznała za granicą mężczyznę swojego życia. Do kraju nie wróciła, wzięła ślub i urodziła córeczkę. Mała nie mówi po polsku. Pani Halinka chce być jak inne babcie, lepić pierogi, opowiadać bajki i uczyć piosenek. Ale jak skoro wnuczka nie rozumie ani jednego słowa padającego z kochających babcinych ust? Historia niczym ze znanej reklamy allegro, jednak pojawiając się bezpośrednio koło mnie dotyka jeszcze bardziej.

po co seniorom angielski

Jest jak w szkole?

Wielu znajomych pyta mnie „ale jak to zajęcia ze staruszkami? Czy oni się uczą i odrabiają prace domowe?  Jak to wygląda, jak lekcja w szkole? Już tłumaczę. Zajęcia zaczynamy zazwyczaj od krótkiego powtórzenia tego co było ostatnio i sprawdzenia pracy domowej. Ocen nie wystawiam, ale każdy błąd staram się omówić tak, żeby był nie tylko poprawiony, ale i zrozumiany. Później przechodzimy do bieżącego materiału: uczymy się tego co może przydać się moim uczniom podczas wakacyjnych wojaży, np. sytuacje w sklepie czy na lotnisku. Koniec lekcji to zawsze podsumowanie tego co zrobiliśmy i wyjaśnienie tego, co trudniejsze.

Czy za tydzień, na naszych kolejnych zajęciach, ktoś będzie pamiętał o czym mówiłam dzisiaj? Czy ktoś zajrzy do zeszytu i odrobi pracę domową? Znaczna większość tak. Seniorzy bardzo przykładają się do nauki, dla nich nieprzygotowanie się do zajęć do okazanie braku szacunku nauczycielowi i innym uczniom. Raz, gdy przyszłam do centrum dłuższą chwilę przed zajęciami, od progu usłyszałam oburzenie kilku pań strofujących inną: „Ale jak to nie odrobiłaś pracy domowej? Miałaś tydzień i nie mogłaś zrobić zadania? I co teraz pani nauczycielce powiesz?”.

Blaski i cienie współpracy z seniorami

Nie będę ukrywać, że praca z seniorami mimo że wspaniała czasem daje w kość. Na przykład wtedy, gdy nikt nie słucha tego co mówisz albo od kwadransa nie możesz dokończyć myśli, bo wciąż ktoś się wcina, dopytuje, dopowiada. Albo wtedy gdy sesja, egzaminy i milion innych rzeczy a tu jeszcze trzeba przygotować ciekawe zajęcia. I jeszcze je przeprowadzić!

Ale później przychodzi zgoła inna chwila. Na przykład ta, kiedy pan Józef (który na zajęciach nigdy się nie odzywa) decyduje się przeczytać swoją pracę domową dotyczącą wizyty w sklepie. A tam przepiękny, długi dialog, w którym pan Józef kupuje granatowy garnitur, dobierając do niego czarne buty (bo niebieskie nie pasują) i pasek, koniecznie brązowy. Albo wtedy gdy pani Basia opowiada jak rozmawiała ostatnio z wnuczką, studentką renomowanej brytyjskiej uczelni i usłyszała „Babcia, dobrze Ci idzie, jestem dumna!”. I jeszcze wtedy gdy na ostatnich zajęciach seniorzy urządzają imprezkę – niespodziankę: przynoszą słodkości i zapraszają do wspólnego stołu, do rozmowy i bycia razem. Przy tym są naprawdę szczęśliwi i wdzięczni za przekazaną wiedzę, co raz dopytują czy od września na pewno będziemy mieć razem zajęcia.  Pan Adam z końca sali pokrzykuje wesoło „będziemy biesiadować do rana, niedługo zaczniemy tańczyć!”.

Tylko dlaczego centrum seniora zamykają tak wcześnie? I jak my wytrzymamy bez siebie całe wakacje aż do września?


Autorką tekstu jest Natalia Janusz, przyszła pani inżynier, studentka prze-trudnego kierunku jakim są systemy sterowania inteligentnymi budynkami (w skrócie mądre domy) na Politechnice Łódzkiej. Wolontariuszka, działaczka społeczna. Kobieta wielu talentów i jeszcze większego serca. Fanka „Gry o tron” i „Twin Peaks”.

Zdradzę Wam jeszcze, że o swoich uczniach mówi pieszczotliwie: „seniority” i „senioritasy” 😉

6 komentarzy

  • Sandra 27 lipca 2017 at 22:27

    Świetna robota Natalia! To musi być ciekawe doświadczenie. I jeszcze odpowiedzialni uczniowie, przygotowani do zajęć. Wow! Ale tak właśnie to sobie wyobrażalam. Moja przyjaciółka doktorantka życzyłaby sobie choć w połowie tak zaangażowanych w zdobywanie wiedzy studentów. Powodzenia w nowym roku szkolnym! 🙂

    Odpowiedz
  • Ania 28 lipca 2017 at 00:27

    Genialnie! Widać, że lubisz to co robisz, czerpiesz z tego satysfakcję i sprawia Ci to przyjemność 🙂 Zazdroszczę podejścia i życzę samych sukcesów !
    PS Ciekawe jakie są historie innych seniorów 😉

    Odpowiedz
  • Domino 28 lipca 2017 at 01:27

    Zupełnie inne spojrzenie na ludzi, na których niektórzy czasem w ogóle nie patrzą…
    PS: zręcznie napisane Nats, czuć od Ciebie to zacięcie dziennikarskie
    nawet jeśli jesteś na politechnice 😀

    Odpowiedz
  • Agnes 28 lipca 2017 at 14:30

    Natalia, jestem z Ciebie dumna 🙂
    Z Ciebie Bogna też 🙂
    Aha, mam nadzieję kiedyś być taką seniorką jak ci opisani w tym poście 😉

    Odpowiedz
  • PIOSZA 28 lipca 2017 at 17:03

    Podziwiam Cię Natalia,to co robisz jest świetną sprawą,być może powinnaś pomyśleć czy jeszcze w jakiś sposób nie rozwinąć tej działalności.Razem ze swoimi uczniami,tworzysz istne perpetum mobile,ty ucząc ich,poświęcając swój czas(chociaż wiadomo że studiując na Politechnice nie jest łatwo)widzisz ich zaangażowanie w tę naukę,co tym bardziej Cię jeszcze nakręca do działania.Tak trzymaj!Działaj dalej z większą pompą,takie osoby jak Ty to się ceni jak złoto.

    Odpowiedz
  • ASIA 29 lipca 2017 at 23:30

    Świetny tekst, przełamujący popularny stereotyp seniora, ale także studenta. Ten pierwszy – jak widać – wcale nie musi spędzać czasu na oglądaniu telewizji, rozwiązywaniu krzyżówek, czy karmieniu kaczek. Student natomiast może posiadać tak szlachetną pasję (bo niewątpliwie z pasją mamy tutaj do czynienia), a nie jedynie liczyć ile piw może wypić tak żeby w miarę wytrzeźwieć na jutrzejsze popołudniowe ćwiczenia (bo wykład i tak olewa). Trzymam kciuki za takie inicjatywy, bo zawsze są one korzyścią dla obu stron.

    Odpowiedz

Skomentuj