Ze złamaną nogą do psychologa? Po co psycholog w szpitalu?

Psycholodzy opanowują coraz to nowe obszary rynku pracy, nierzadko skłaniając postronnych obserwatorów do postawienia pytania „po co?”. Po co w szkole, w rekrutacji, w szpitalu i w ogóle po co ci psycholodzy? Odwieczne pytanie wróciło do mnie jak bumerang wraz z moim powrotem do pracy. Od kilku dni urzęduję w nowym miejscu, jednak pozostałam wierna służbie zdrowia i regularnie tłumaczę pacjentom, współpracownikom i znajomym czym zajmuje się psycholog w szpitalu. „Przecież nie pracujesz na psychiatrii” i nieśmiertelne „pielęgniarka też mogłaby pocieszać” skłoniły mnie do zdradzenia szerszej publiczności (czyli Wam) jak wygląda praca moja i moich kolegów po fachu w (niepsychiatrycznych) placówkach zdrowotnych. Mam nadzieję, że uda mi się rozwiać choć trochę wątpliwości.

Psycholog w szpitalu jako diagnosta, terapeuta, nauczyciel?

Psycholodzy znajdują zatrudnienie na bardzo różnych oddziałach. Obecność na niektórych wynika wprost z wymogów stawianych szpitalom przez NFZ, inne oddziały same wychodzą naprzeciw potrzebom pacjentów (i tu należy się pochwała mądrym ordynatorom). Zadania ale i możliwości psychologów różnią się znacząco w zależności od ich miejsca pracy (pacjenci na oddziale neurologii i onkologii naprawdę mają inne potrzeby). Zasadniczo jednak sprowadzają się do dwóch, przenikających się wzajemnie dziedzin: diagnozy i pomocy psychologicznej. Celowo nie użyłam terminu „pocieszanie”.

Diagnoza

Diagnoza psychologiczna zdecydowanie różni się od tej stawianej przez lekarza. W warunkach szpitalnych może dotyczyć m.in. występowania objawów depresyjnych, organicznych mikrouszkodzeń układu nerwowego, ale również konkretnych cech osobowości czy poziomu sprawności intelektualnej. Najczęściej jednak chodzi o poznanie tego jak pacjent radzi sobie z chorobą, by móc ustalić konkretne formy pomocy psychologicznej.

psycholog diagnosta

Wsparcie

Psycholog w szpitalu nie prowadzi psychoterapii jako takiej, ale wykorzystuje różne interwencje psychologiczne, by wraz z pacjentami pracować nad obniżeniem ich lęku (np. przed operacją), akceptacją siebie, łagodzeniem depresji i bólu, kontrolowaniem objawów choroby czy radzeniem sobie z licznymi zmianami życiowymi. Nie chodzi natomiast od łóżka do łóżka i nie powtarza „proszę się nie martwić” i „wszystko będzie dobrze”. To naprawdę nie pomaga. W pracy na oddziale potrzebna jest z jednej strony dobra znajomość funkcjonowania ludzkiej psychiki w obliczu kryzysu, z drugiej otwartość i duża doza empatii, by zrozumieć co dla tej konkretnej osoby oznacza utrata zdrowia.

Psychoedukacja

Jak być może wiecie z poprzednich artykułów nie dysponujemy wiedzą tajemną zdobywaną podczas długich medytacji wśród tybetańskich mnichów. Mamy za to zdobycze naukowe. I taką wiedzą naprawdę chętnie się dzielimy! Jest to szczególnie istotne w przypadku chorób, w których ciało i psychika silnie na siebie oddziałują (czyli w zasadzie wszelkich chorób). Przykładowo, niby każdy wie, że „sercowcy” nie powinni się denerwować, ale w praktyce różnie to wygląda. Psychoedukacja to najprościej mówiąc uczenie innych tego jak działa nasza psychika i jak dobrze to wykorzystać.

psychoedukacja

Praca z grupą

Ciekawym i dynamicznie rozwijającym się obszarem aktywności szpitalnych psychologów jest promocja zdrowia czy prowadzenie warsztatów dla pacjentów i ich bliskich. W grupie drzemie ogromna siła, którą można wykorzystać do budowania zasobów potrzebnych w trudnych sytuacjach. Takie spotkania to to możliwość poznania innych osób w podobnej sytuacji, nauczenia się konkretnych sposobów radzenia sobie a często także dobra okazja do poszerzenia perspektywy i spojrzenia na problem z dystansem.

I to nie wszystko!

Jak wskazuje logika, szpitalny psycholog obejmuje swoją opieką pacjentów na oddziałach i w poradniach. Jednak nie samą logiką człowiek żyje i staramy się wychodzić ponad to wspierając także rodziny naszych pacjentów.
Na marginesie: zauważyłam, że na widok psychologa często najżywiej reagują inni członkowie personelu (od pań i panów sprzątających, przez lekarzy aż po pracowników administracji), pytając o to co mamy im do zaoferowania. Mimo śmieszkowego tonu tych wypowiedzi nie trudno zauważyć ile stresu niesie praca w lecznictwie i jakie wiąże się z nią ryzyko wypalenia zawodowego. Myślę, że wielu psychologów dostrzega ten problem i mam wielką nadzieję, że w przyszłości uda się wypracować jakieś fajne rozwiązania zmierzające do objęcia wsparciem tej grupy (analogicznie do pomocy, na którą mogą liczyć np. strażacy).

psycholog w szpitalu

Jak jest naprawdę?

W idealnych warunkach psycholog powinien towarzyszyć pacjentom i ich bliskim na wszystkich etapach choroby łagodząc stres związany z podejrzeniem zachorowania, badaniami, diagnozą, leczeniem i rehabilitacją. W praktyce bywa różnie i niekiedy pacjenci nie mają nawet pojęcia, że w szpitalu urzęduje ktoś taki jak my. W zasadzie nierzadko również lekarze żyją w błogiej nieświadomości.
O trudnych warunkach pracy, braku narzędzi diagnostycznych oraz gabinetów (i przyjmowaniu np. w łazience!) nie wspomnę, bo zasługuje to na oddzielny wpis.

A co ze złamaną noga?

Pora na tytułowe złamania. Interwencja psychologa w tym wypadku wydaje się Wam pewnie grubą przesadą. Po prawie 2 tygodniach na oddziale ortopedyczno-urazowym mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że złamanie złamaniu nierówne. Co innego izba przyjęć, gips i do domu (a i to może być dla niektórych naprawdę trudna sytuacja) a co innego urazy, po których leży się miesiącami czy trwale traci się sprawność. Nie robimy jeszcze co prawda kursów z gipsowania kończyn, ale po skończonym zaopatrzeniu medycznym zapraszamy serdecznie 🙂


Korzystając z okazji, że jesteśmy w tematyce szpitalnej: wielki szacunek dla ratowników medycznych. Ci wspaniali ludzie walczą o ludzkie życie, podejmują trudne decyzje, ryzykują własne zdrowie, pracują kosztem rodziny, przyjaciół i wolnego czasu. Niestety, ich praca nie spotyka się z adekwatnym wynagrodzeniem. Panie i panowie ratownicy – trzymam kciuki, żeby Wam się poprawiło. A czytelników zachęcam do zapoznania się z tematem, np. tutaj.

5 komentarzy

  • Weronika 13 lipca 2017 at 21:47

    Nigdy nie wątpiłam, że praca psychologa to ciężki kawałek chleba , ale jednocześnie bardzo potrzebny. Co do świadomości wśród pacjentów, a nawet lekarzy o obecności psychologa w szpitalu – z dietetykiem jest dokładnie tak samo.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 13 lipca 2017 at 23:01

      No widzisz, nawet nie pomyślałam o dietetyku. Jak do tej pory miałam staż w jednym szpitalu, gdzie pani dietetyk była bardzo rozpoznawalna, aktywna i pacjenci ją świetnie znali. Potem w sumie nigdy nawet nie słyszałam o szpitalnym dietetyku, o spotkaniu nie wspominając. A szkoda, bo jego obecność mogłaby być bardzo często dużym wsparciem.

      Odpowiedz
  • Dorota Syguła 22 lipca 2017 at 14:50

    Do dzisiaj pamiętam, jak 2 lata temu złamałam sobie nogę (pierwsze jakiekolwiek moje złamanie) – skończyło się na miesiącu gipsu i krotkiej rehabilitacji, ale pierwsze 2 tygodnie poki nie było rezultatów to tylko siedziałam i płakałam. Chyba nigdy nie byłam tak nieszczęśliwa : O

    Odpowiedz
  • PsychoLogikaa 13 października 2017 at 19:59

    A ratownicy mają (w dużej większości) trudny dostęp do psychologa albo nie mają go wcale. Jeśli oczywiście ktoś by chciał na własną rękę to proszę bardzo. Ale nie mają tego zapewnionego. A często widzą takie obrazy i takie dramaty,że opieka psychologa nie powinna być dla nich szczególnym przywilejem tylko prawem i obowiązkiem pracodawcy. No i będąc przy tym nie sposób nie wspomnieć o zarobkach… śmiesznych zarobkach. Naprawdę niedoceniony zawód. Jeśli chodzi o temat posta – niewątpliwie psycholog jest potrzebny w wielu przypadkach chorym w szpitalu. Szpital to nie spa i czas spędzony tam nie wiąże się z przyjemnymi rzeczami. Są choroby fizyczne,które niesamowicie wpływają na stan psychiczny. Nie wiem jak to praktycznie wygląda w większych szpitalach. Ale w tych mniejszych to psycholog bardziej jest teoretycznie niż praktycznie.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 18 października 2017 at 21:41

      Zgadzam się w 200%. Ratownicy medyczni powinni mieć zapewniony dostęp do usług psychologicznych, (podobnie jak jest np. to wśród strażaków) i szczerze liczę na to, że kiedyś tak wreszcie będzie. Zarobki – równie mocno trzymam kciuki za podwyżki dla nich, bo należą się jak mało komu.
      A co do obecności psychologa w szpitalach mniejszych i większych – na niektórych oddziałach niezależnie od widzimisię dyrekcji i ordynatorów psycholog być musi ze względu na wymogi stawiane przez NFZ. Inne oddziały i to na ile dostęp do psychologa jest faktycznie możliwy to już w dużej mierze dobra wola osób zarządzających szpitalem…

      Odpowiedz

Skomentuj