efekt kameleona

O kameleonach, egocentrykach i przyjęciach, czyli ciekawostki psychologiczne.

Niektórzy lubią rzeczy efektowne, inni efekciarskie, a nauka po prostu lubi efekty. Fizyka, biologia, matematyka – po prostu stoją efektami, a psychologia nie pozostaje im dłużna. Jeśli jednak efekt cieplarniany czy Dopplera śnią się Wam po nocach – nie martwcie się. Psychologiczne efekty zdecydowanie należą do tych przyjemniejszych. Bo czy nie ciekawi Was co łączy nas z kameleonem? Albo czy każdy z nas jest w głębi duszy egocentrykiem? A jeśli dodam, że wszystkie opisane zależności z powodzeniem zaobserwujecie na jakiejkolwiek imprezie? A zatem do dzieła, przed Wami trzy efektow(n)e ciekawostki psychologiczne.

Efekt Kameleona

Jak bardzo bym się nie starała zobrazować działanie tego efektu ciężko będzie mi pokonać Woodego Allena. A zatem skorzystam z przykładu jaki stworzył reżyser. W filmie „Zelig” pan Allen sportretował mężczyznę o niewytłumaczalnych zdolnościach. Tytułowy bohater potrafił bardzo upodobnić się do osób ze swojego otoczenia. I nie mam na myśli małpowania gestów czy tonu głosu. Leonard Zelig początkowo faktycznie modyfikował ruchy czy sposób wypowiedzi, by finalnie zmieniać się fizycznie.

Magia ekranu nie przekłada się aż tak bezpośrednio na prawdziwe życie. Faktem jest jednak, że wchodząc z kimś w relację mamy automatyczną skłonność do upodabniania się do tej osoby (choćby w zakresie postawy ciała, mimiki, sposobu wypowiadania się, tonu głosu). To niezwykle przydatny mechanizm. Pomaga zyskiwać sympatię i zaufanie (wszak lubimy osoby podobne do nas), skłania do udzielania pomocy, wzmaga budowanie głębszych więzi. Wspaniała sprawa (prawda, kameleony?). Mi jednak jak zawsze przychodzi do głowy pytanie ilu specjalistów od sprzedaży czy ogólnie pojętego wpływu społecznego świadomie z tego korzysta? Przy okazji, zastanawialiście się kiedyś którą Waszą cechę najłatwiej byłoby naśladować?

Efekt coctail-party

efekt coctail-party ciekawostki psychologiczne

Nazwa zjawiska zobowiązuje do tego, by w przykładzie odnieść się do przyjęcia. A zatem wyobraźcie sobie, że na takowym jesteście. Rozmawiacie z kimś na jakiś super-ciekawy temat (hodowla alpak? tresowanie biedronek?). Wokół panuje zgiełk i harmider typowy dla spotkania wielu osób. I nagle mimowolnie odwracacie głowę, bo w tym szumie usłyszeliście swoje imię. Nikt Was co prawda nie wołał, a Wy i tak je wychwyciliście mimo pełnego zaangażowania w zupełnie inną konwersację.

Dzieje się tak, ponieważ informacje, które nas dotyczą łatwiej do nas trafiają i to nawet wtedy, gdy jesteśmy zajęci czymś innym. Wśród rożnych struktur poznawczych (czyli kategorii, jakimi postrzegamy i opisujemy otaczający nas świat) struktura „ja” jest najbardziej rozbudowana i nasycona emocjami. Jest też w zasadzie cały czas dostępna. Praktycznie bezwiednie śledzimy komunikaty, które dotyczą nas samych, ponieważ mają dla nas szczególne znaczenie. Dlatego, gdy słyszymy własne imię (a zatem rzecz kluczową w naszej strukturze „ja”), natychmiast przenosimy uwagę w danym kierunku. Cóż, w myśl efektu coctail-party każdy z nas jest choć trochę egocentrykiem 😉

Efekt aureoli

Mimo przyjaznej nazwy efekt wiąże się z błędem, jaki często robimy w postrzeganiu innych osób (tak, psychologowie-badacze po raz kolejny nie robią nic, poza wytykaniem porządnym ludziom błędów). O jakiej pomyłce mowa? Wróćcie na chwilę w wyobraźni na przyjęcie z poprzedniego przykładu. Jak to często bywa w takich sytuacjach poznajecie kogoś nowego. Po krótkiej wymianie zdań dochodzicie do wniosku, że Wasz rozmówca jest osobą inteligentną. Skoro tak, to z pewnością jest też pracowity, rzetelny i sympatyczny. Przecież inteligentni ludzie tacy właśnie są. No cóż, niekoniecznie… To już Wasz domysł. Tyle tylko, że traktować go będziecie jak pewnik. Na tej samej zasadzie często przypisujemy pozytywne cechy osobom atrakcyjnym fizycznie.

A co z tymi, którzy zrobią na nas złe pierwsze wrażenie? No cóż, Ci dostaną pewnie negatywną aureolę. Jeśli nie czytaliście jeszcze o eksperymencie Rosenthala wróćcie tutaj i powiedzcie mi, że pierwsze wrażenie nie jest ważne…


Macie jakieś ulubione ciekawostki? Ja swego czasu fascynowałam się odpowiedzią na pytanie „czy delfiny piją morską wodę”. Niestety mało kto podzielił mój zachwyt, ale może Wam przypadnie do gustu 😉

6 komentarzy

  • Dorota Syguła 1 lipca 2017 at 14:11

    Słyszałam o wszystkich trzech i pierwsza wydała mi się najbardziej interesująca. Tak naprawdę wyćwiczenie się w stosowaniu sztuczek psychologicznych i dobre ich stosowanie pozwala prawie zawsze osiągać swoje cele – tzn. sympatię, to, że chcemy kogoś w sobie rozkochać itd. Mało komu udaje się to w 100%, bo zawsze jest jeszcze coś, o czym nie wiemy, coś, co zepsujemy i najwazniejsze – nasze własne emocje i to, że sami działamy wg powyższych i jeszcze innych schematów. Ale i tak… fascynujące 😀

    Odpowiedz
  • Aga 5 lipca 2017 at 14:33

    Bardzo interesujący tekst. Ojjj pierwsze wrażenie jest często bardzo mylne. Bardzo fajny blog, bardzo przydatny. Brawo.

    Pozdrawiam, Aga 🙂

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 12 lipca 2017 at 21:47

      Cóż, ja niestety nie jestem mistrzem w robieniu dobrego pierwszego wrażenia i niekiedy utrudnia mi to życie, więc wiem o czym piszesz 🙂

      Odpowiedz
  • Oleksy 10 lipca 2017 at 15:21

    W końcu wakacje, w końcu mogę nadrobić wszystkie wpisy na spokojnie. Zapomniałam już jak miło i szybko się Ciebie czyta 🙂

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 12 lipca 2017 at 21:32

      Gratuluję zakończonej sesji! I oczywiście zapraszam do czytania 😉

      Odpowiedz
  • Nacia 18 lipca 2017 at 17:10

    Dobre pierwsze wrazenie? Kompletnie tego nie potrafie, o nie nie 😉
    Tekst super ciekawy, moze niedlugo kolejna czesc psychologicznych ciekawostek? Czyta sie super!

    Odpowiedz

Skomentuj