Efekt Rosenthala, czyli o pierwszym wrażeniu i jechaniu na dobrej opinii.

Niezależnie od tego jak dawno skończyliście szkołę (czy tez ile lat nauki jeszcze przed Wami) pamiętacie pewnie jakiegoś ulubieńca wszystkich nauczycieli. Nie wiadomo w sumie jak ta osoba zdobyła swoją uprzywilejowaną pozycję, faktem są natomiast wynikające z niej profity. Dziwnym trafem wszelkie potknięcia, nieprzygotowania czy słabsze dni nauczycielskiego pupila przechodzą zazwyczaj bez większego echa, zaś reszcie klasy niezależnie od starań ciężko taką osobę dogonić. W jaki sposób nadawane są etykiety prymusów i jak wpływają na naszą codzienność odpowiada jak zawsze niezastąpiona psychologia społeczna. Tym razem w osobie Roberta Rosenthala.

Efekt Rosenthala – o co chodzi?

Pan Rosenthal wziął na warsztat podstawówkę w West Coast w San Francisco. Razem z Leonore F. Jacobson przeprowadził dokładne badania inteligencji uczniów rozpoczynających naukę w szkole. Po ich zakończeniu wskazał pedagogom grupę dzieci, które uzyskały najlepsze rezultaty (szczęśliwie uczniowie nie byli o tym informowani). Zgodnie z przewidywaniami wskazane dzieci powinny lepiej radzić sobie z nauką. Powtórzone po roku badania potwierdziły te przypuszczenia i zdolniejsza grupa w większym stopniu poprawiła wyniki testów. Umówmy się, jak na razie obyło się bez zaskoczeń.

Jednak…

Jak w każdym szanującym się eksperymencie psychologicznym z lat 60-tych nadszedł czas na niespodziewany zwrot akcji. Otóż Robert Rosenthal wprowadził nauczycieli w błąd, losowo przydzielając dzieci do grup. Wśród zdolniachów znalazły się więc osoby z lepszymi i gorszymi wynikami. Mimo to po upływie roku uczniowie z tej grupy faktycznie bardziej podciągnęli wyniki.

efekt Rosenthala

Jak to możliwe?

Opisywane zjawisko, czyli efekt Rosenthala to nic innego jak swego rodzaju samospełniająca się przepowiednia (czyli sytuacja, w której nasze oczekiwania dotyczące różnych zjawisk czy zachowań wpływają na nie w ten sposób, że te faktycznie mają miejsce). Nauczyciele, którzy otrzymali informację na temat najlepiej rokujących uczniów zaczęli poświęcać im więcej czasu i uwagi. Ci z kolei nie chcąc zawieść ich oczekiwań bardziej przykładali się do nauki.

Rosenthal zauważył, że „zdolniejsi” uczniowie dostawali więcej materiału do nauki oraz więcej możliwości i czasu na wypowiadanie się podczas zajęć. Nauczyciele korygowali ich błędy, również te, na które często nie zwracali uwagi u pozostałych uczniów. A przy tym byli bardzo przychylni swoim podopiecznym stwarzając cieplejszą atmosferę. Brzmi super, o ile tylko jest się we właściwej grupie…

No właśnie – jak zostać wybrańcem?

Raczej ciężko byłoby wmówić nauczycielom (czy np. przyszłemu pracodawcy), że przeszliście właśnie specjalne badania psychologiczne, których wynik predysponuje Was do osiągania w przyszłości oszałamiających sukcesów. Nie bez przyczyny jednak wiele osób przywiązuje dużą wagę do tego, jak wywrzeć dobre pierwsze wrażenie. Oczywiście mogłabym się teraz rozpisać o tym, że powinniśmy na pierwsze (pierwszych kilka?) spotkanie ładnie się ubrać, przygotować, mądrze się wypowiadać itp. (i koniecznie nauczyć się na pierwszą klasówkę/sprawdzian w semestrze). Wydaje mi się, że jednak pytanie z nagłówka nie jest dobrze zadane, i lepiej byłoby się zastanowić nad tym…

Jak uniknąć efektu Rosenthala?

I znów, raczej nie warto iść na rozmowę kwalifikacyjną z wydrukowanym artykułem o efekcie Rosenthala. W ten sposób niekoniecznie przekonacie do siebie potencjalnego pracodawcę. To co kluczowe w opisanym zjawisku, to jego wpływ na poczucie własnej wartości. „Zdolniejsze”dzieci w podstawówki w West Coast uwierzyły we własne możliwości, czuły się dobrze ze sobą i to był ich klucz do sukcesu. Nie chodzi o to, by wmówić sobie, że jest się lepszym od reszty, ale że jest się fajnym niezależnie od innych osób. I takiego podejścia do samych siebie Wam i sobie życzę.

Na koniec posłuchajcie prof. Zimbardo i samego Roberta Rosenthala opowiadających o zjawisku (filmik po angielsku).


PS. Byliście prymusami, ulubieńcami nauczycieli? A może pojawialiście się na zajęciach od wielkiego dzwonu? 😉

11 komentarzy

  • Anna Relateka 8 czerwca 2017 at 12:40

    Ja byłam osobą, która chciała być niewidzialna. Najchętniej rozpłynęłabym się w powietrzu. Ten efekt, za to obserwuję w szkole do której chodzą dzieci i powiem tyle, właśnie tak jest.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 8 czerwca 2017 at 17:32

      Jak widać pewne rzeczy nie zmieniają się mimo upływu lat.
      To co możemy robić jako dorośli to pomóc dzieciom budować ich poczucie własnej wartości niezależne od porównań z innymi. Wiadomo – nie jest łatwo, ale na pewno warto.

      Odpowiedz
  • Sandra 8 czerwca 2017 at 21:52

    Ja prymuska, ulubienica nauczycieli. Zwłaszcza w latach wczesnoszkolnych. Ale czym sobie na to zasłużyłam? Nie wiem. Nie pamiętam jednego popisowego wydarzenia, które wpłynęło na uwagę skierowaną na mnie. A

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 8 czerwca 2017 at 22:42

      Może po prostu pilnie się uczyłaś? A jak dodać do tego wrodzony czar i urok osobisty mamy przepis na murowany sukces 😉

      Odpowiedz
  • LIFESTYLERKA - Żyj zdrowo & Aktywnie 12 czerwca 2017 at 09:18

    Do tej pory nazwisko Rosenthal kojarzyło mi się z porcelaną;). Świetny i bardzo ciekawy eksperyment. Czyli bardzo dużo zależy od tego jak sami się postrzegamy.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 12 czerwca 2017 at 09:22

      Zdecydowanie, przyjazne spojrzenie na siebie to podstawa. Bo skoro sami siebie nie będziemy lubić, to czemu inni mają nas polubić? Analogicznie jest z szacunkiem i wieloma innymi.

      Odpowiedz
  • Andrzej 12 czerwca 2017 at 09:19

    Będąc rodzicem możesz zapisując dziecko do szkoły zrobić nauczycielowi „wodę z mózgu” wmawiając mu, jakie to Twoje dziecko jest zdolne i czego to już nie umie :). Nie wiem, czy się sprawdzi, ale może warto spróbować.
    A jeśli jesteś typem pokręconego naukowca i masz akurat bliźniaki, możesz spróbować wmówić nauczycielowi, że jedno jest zdolne, a drugie trochę głupsze i zobaczyć, co się będzie działo z rozwojem Twoich dzieci ;). W imię nauki, oczywiście!

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 12 czerwca 2017 at 09:24

      Nie wiem, czy jako rodzic skorzystałabym z którejś z rad. I wyobrażam sobie, że rodzicie bliźniaków też woleliby nie eksperymentować na swoich pociechach.
      Za to na pewno warto pracować z dziećmi nad ich poczuciem własnej wartości – doceniać je, szanować, poświęcać im czas. A to już zaprocentuje w szkole i nie tylko 🙂

      Odpowiedz
  • Karolina 12 czerwca 2017 at 09:23

    To prawda, często tak jest w szkołach. Ja często sama byłam w tej ,,lepszej” grupie, ale tylko i wyłącznie dzięki swojej pracy. Jednak były osoby które miały np. rodziców nauczycieli, i dziwnym trafem ze wszystkiego 6 na koniec roku – normalnie sami geniusze ;D

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 12 czerwca 2017 at 09:25

      Faktycznie geniusze 🙂 Ciekawe, czy udawało im się utrzymywać tę tendencję po opuszczeniu szkoły…

      Odpowiedz
  • Dorota Syguła 12 czerwca 2017 at 22:00

    Kiedyś wydawało mi się to nieuczciwe, teraz stwierdziłam, że jeśli ma się w tym zdrowy rozsądek i nie chce się wszystkiego ugrać zerowym kosztem, to warto czasem z tego efektu… skorzystać 🙂 Tak jak inne umiejętności i wykształcają pomagają w życiu w nieoceniony sposób, tak psychologia królową nauk i szczęśliwy, kto wie jak ją wykorzystać 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj