Sesja – jak zwycięsko przez nią przejść?

Jakiś czas temu, kiedy jako mały brzdąc namiętnie oglądałam „Idź na całość” swoje triumfy święciła reklama magicznych okularosłuchawek do nauki języka angielskiego. Producent obiecywał, że to niezwykłe urządzenie zapewnia użytkownikowi „rok nauki w tydzień”. Dokładnie w ten sam sposób można by reklamować sesję. Minimum czasu i maksimum materiału do opanowania. Tylko nikt nie dołącza tych śmiesznych okularków i trzeba to jakoś ogarnąć samemu. Dziś coś dla studentów, czyli próba odpowiedzi na nieśmiertelne pytanie: jak pokonać sesję, by sesja nie pokonała Ciebie?

Do startu… czyli zanim sesja zacznie się na dobre

Dobre przygotowanie to w zasadzie połowa sukcesu. Oczywiście, najlepiej byłoby przygotowywać się przez cały semestr regularnie się ucząc i powtarzając, ale skoro czytacie ten artykuł, to pewnie niekoniecznie się to udało. A zatem skróćmy nieco okres przygotowań nie rezygnując z kluczowych punktów programu.

Poznaj przeciwnika, przygotuj plan

Dobre rozpoznanie to podstawa. Czyli: dowiedzcie się jakie macie egzaminy, w jakich terminach i w jakiej formie (pewnie inaczej będziecie uczyć się na opisówkę, test i egzamin ustny). Warto też poznać nazwiska prowadzących, na wypadek gdyby trzeba było je wpisać na arkuszu odpowiedzi. Jeśli czeka Was egzamin ustny z przedmiotu, na który było Wam wybitnie nie po drodze sprawdźcie jak wygląda prowadzący. Unikniecie w ten sposób głupich sytuacji 😉

Gdy zrobiliście już ten pierwszy krok sprawa nieco się komplikuje. Musicie oszacować ile materiału macie do opanowania z każdego przedmiotu i ile czasu może Wam to zająć. A jeśli sytuacja jest naprawdę krytyczna pomyślcie też o tym, które zaliczenia są dla Was priorytetowe. Teraz pozostaje tylko wpisać to wszystko w kalendarz. Koniecznie weźcie przy tym pod uwagę czas na powtórki i na odpoczynek (konsolidacja śladów pamięciowych – to był mój ulubiony termin podczas każdej sesji. Bardziej po ludzku – podczas snu utrwala się to, czego się uczycie). Gdybym miała jednym słowem określić dobry plan nauki, byłoby to słowo „wykonalny”. Nauczenie się w jeden dzień 300 stron na pamięć nie jest realne (przynajmniej dla mnie, ale jeśli ktoś to potrafi to koniecznie podzielcie się tą wiedzą).

Zbierz materiały

Kiedy wiadomo już z jakim przeciwnikiem ma się do czynienia można przejść do kompletowania zaopatrzenia. W tym wypadku będą to notatki, streszczenia, slajdy (generalnie wszystko czego dusza zapragnie, a jeśli macie dużo szczęścia to również pytania z poprzednich lat – te zostawcie sobie na czas powtórek). Naprawdę dobrze zebrać to wszystko wcześniej do kupy i nie stać dzień przed egzaminem w kilometrowej kolejce do ksera.

Przygotuj bazę i zapasy

Kącik cichej nauki, grota rozpaczy, tajna baza ufo – naprawdę nieważne jak nazwiecie to miejsce (choć grota rozpaczy nie nastraja najlepiej). Ogarnijcie miejsce, gdzie będziecie chłonąć wiedzę – im mniej rozpraszaczy tym lepiej. Dodatkowo może mniej Was będzie korcić, żeby zamiast powtarzania materiału generalnie posprzątać cały dom, umyć okna i… odkurzyć pustynię 😉

Teraz to, co tygryski lubią najbardziej – prowiant. Czekolada, chipsy i pizza są pyszne, ale zadbajcie o to, by nie były podstawą Waszej sesyjnej diety. Orzechy jak powszechnie wiadomo dostarczają „paliwa dla mózgu”, świeże owoce i warzywa też nie zaszkodzą 🙂 Proponuję zrobić od razu większe zakupy, nie będziecie musieli biegać co chwilę do sklepu.

zapasy na sesję

Słoiki i suchy prowiant będą idealne, jeśli planujecie dłuuugą naukę.

Gotowi… czyli bierz się do roboty

Na dobrą sprawę wszystko macie już gotowe, nie pozostaje nic innego jak wziąć się za naukę. Tylko jak to zrobić?

Zacznij już

Naprawdę nie ma sensu czekać do pełnej godziny. Ani oglądać najpierw wszystkich puchatych kotków w internecie. Ani odpisywać na zaległe maile i smsy. Ani ___ (tu wstaw cokolwiek przychodzi Ci do głowy, kiedy masz zacząć się uczyć). Po prostu zajrzyj w swój plan i zacznij realizować pierwszy punkt. Im szybciej będziesz mieć go za sobą tym więcej czasu zostanie Ci na puchate kotki i inne przyjemności.

Ucz się z głową

Nie jest sztuką spędzić milion godzin nad książkami. Sztuką jest skutecznie wykorzystać dostępną ilość czasu. Ile osób tyle technik – notowanie, przepisywanie, powtarzanie na głos, mapy myśli, karteczki z ważnymi pojęciami. Dla mnie zawsze pomocne było wynotowanie najważniejszych rzeczy na kolorowo i powieszenie w widocznym miejscu. To była taka baza, do której dokładałam w głowie kolejne elementy.

Rob przerwy i ruszaj się

Uwaga ma to do siebie, że nie da się jej skupiać w nieskończoność. O motywacji i zasobach energetycznych nie wspominając. Dlatego kluczowe dla nauki są przerwy. Dłuższe czy krótsze – wypracujecie to sami (tylko to mają być przerwy w nauce, a nie nauka w przerwach od internetów). Taka pauza ma być czymś miłym i regenerującym, zróbcie coś co sprawia Wam przyjemność i relaksuje Was. Dobrym pomysłem jest uwzględnienie choćby minimalnego ruchu – dotlenienie głowy i rozprostowanie kości naprawdę zaprocentuje.

Wpuść świeże powietrze

Sesja czy nie sesja – wietrzcie swoje pieczary. Po prostu. I róbcie to regularnie.

Wysypiaj się

Najprzyjemniejsza rada na koniec: spanie! A tak naprawdę konsolidowanie. To nie jest stracony czas, oprócz uzupełnienia energii sen gwarantuje Wam utrwalenie tego, czego uczyliście się w ciągu dnia. A może przyśnią Wam się pytania?

sen podczas sesji

Spanie = konsolidowanie śladów pamięciowych (#profit)

Start!

Ciśniecie naukowe zaległości ile wlezie i wreszcie nadchodzi dzień pierwszego egzaminu/zaliczenia/kolokwium. Napisane i można wreszcie odetchnąć! Albo i nie, bo przed Wami cały festiwal atrakcji przygotowanych przez ukochanych wykładowców. Jak nie odpaść na finiszu i rozegrać sesję w pięknym stylu?

Nie oglądaj się za siebie.

Macie przygotowany plan (w razie konieczności modyfikujecie go na bieżąco), więc po prostu róbcie swoje. Nie ma sensu w kółko zastanawiać się, czy powinniście na wczorajszym egzaminie zaznaczyć a czy b w siedemnastym pytaniu. Pomyślcie raczej o tym, co jeszcze macie przed sobą i że meta jest już blisko 🙂

Nie oglądaj się na innych

Od początku studiów to było dla mnie najgorsze. Wychodzicie z egzaminu i zaczyna się: „a co zaznaczyłeś w tym pytaniu, ile Ci wyszło, a czemu tak?” Dla niektórych to jest może uspokajające. Ja po takich analizach zazwyczaj opuszczałam kampus z niemiłym wrażeniem, że poszło mi fatalnie i każdy odpowiedział inaczej ode mnie.

I jeśli już jesteśmy w temacie innych studentów. Nie brnijcie w porównaniu. Komuś poszło lepiej? Widocznie bardziej się przyłożył, lepiej się zorganizował, czuł się pewniej w tym temacie albo najzwyczajniej w świecie miał więcej szczęścia. I tyle. Nie staje się przez to Waszym wrogiem. Sesja to nie walka na miecze, gdzie ktoś zwycięża czyimś kosztem. Waszym głównym rywalem jesteście Wy sami (i oczywiście uciekający czas).

Nagradzaj się

Nauka nauką ale bądźmy dla siebie ludzcy. Popołudnie po ciężkim egzaminie to naprawdę fajny moment na wyjście do kina, spotkanie z przyjaciółmi czy wieczorek tematyczny „leniwy kokon i seriale”. Naprawdę nie zawalicie przez to pozostałych egzaminów, a dodacie sobie energii, motywacji i radości.

Nie trać celu z oczu

W nawiązaniu do poprzedniego punktu, ten dzień dziecka nie może wiecznie trwać.
A znowu kiedy będzie Wam smutno, źle i beznadziejnie pamiętajcie, po co to wszystko, Nie chodzi przecież tylko o zdanie egzaminów (chyba, że studiujecie tylko dla papierka). Myślcie o swoich celach.

sesja i po sesji

Wieczór po egzaminie to dobry czas na wyluzowanie (w granicach rozsądku)

META!

Mam nadzieję, że mój mini-poradnik sesyjny okaże się dla Was pomocny i nawet się nie spostrzeżecie, kiedy zdacie wszystkie egzaminy. A potem już tylko słońce, leżaki i drinki z palemką czyli zasłużone wakacje.

Jakie są Wasze patenty na naukę? Zaczynacie dużo wcześniej czy zostawiacie wszystko na ostatnią chwilę? Niezależnie od Waszych strategii trzymam mocno kciuki!


PS. Czy ktoś z Was zetknął się z tym niezwykłym urządzeniem, które samo uczy człowieka angielskiego (wspominam o nim na początku)? O co w tym chodzi? Ta zagadka mojego dzieciństwa nie daje mi spokoju 😀

5 komentarzy

  • Iga 31 maja 2017 at 21:22

    Wiedziałam, że znajdę tutaj artykuł na każdą okazję! 🙂 Materiały zebrane. Orzechy oraz świeże warzywa i owoce pomału zaczynają królować w kuchni. Teraz najtrudniejsze – wzięcie byka za rogi i zmierzenie się z ogromem wiedzy. Sesjo witaj 🙂 A co do urządzenia – przyłączam się do pytania. Czy miał ktoś okazję wypróbować?

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 8 czerwca 2017 at 17:33

      Obawiam się, że zagadka naszego dzieciństwa jeszcze przez jakiś czas może pozostać niewyjaśniona 🙁

      Odpowiedz
  • Natalia 1 czerwca 2017 at 19:49

    Artykuł w idealnym momencie, na przedsesyjny chaos (u mnie na studiach tygodnie przed samą sesją są chyba gorsze od samej sesji)
    Największy mam problem z punktem zacznij już, mam nadzieję, że wreszcie uda mi się popracować nad tym, z kolej punkt nagradzaj się idzie mi czasem aż za dobrze 😀

    Odpowiedz
  • Dorota Syguła 1 czerwca 2017 at 22:35

    Jak mam się wysypiać, nie ma kiedy! 🙁 xd Nic tylko przypomina mi się tekst: „Kawa? Och, dobry substytut dla ludzi, którzy mają zbyt wiele wolnego czasu.”

    Odpowiedz
  • Dominika 2 czerwca 2017 at 10:47

    Oj tak, konieczność skonsolidowania śladów pamięciowych to świetny argument przemawiający za snem i odpoczynkiem w trakcie sesji. 🙂 Zwlaszcza, że nie należę do grona osób zarywających nocki przed egzaminami, odpowiednia ilość snu to podstawa. Mi też zawsze pomagały te nasze spotkania i przerabianie pytań, materiału, a przed wszystkim uświadamianie sobie swojej niewiedzy i braków… chociaż bywało to też czesto stresujące, zależy ile zostało czasu do egzaminu 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj