Jak zostać superbohaterem? Pomaganie innym z perspektywy psychologa.

Jaka jest najdotkliwsza choroba naszych czasów? Znieczulica. Każdy z nas się z nią zetknął – jeśli nie osobiście to w nagłówkach gazet. Przemoc domowa ignorowana przez sąsiadów, nieprzytomny mężczyzna mijany obojętnie przez przechodniów, kasjerka zwyzywana przez agresywnego klienta na oczach całej kolejki. Brzmi znajomo? Z drugiej strony wielu z nas zdecydowanie reaguje widząc osobę w potrzebie i nie zdajemy sobie nawet sprawy jak wielu jest w naszym otoczeniu anonimowych, codziennych bohaterów. Tych, dla których pomaganie innym to podstawa. Zanim znajdziemy odpowiedź na pytanie co wyróżnia tych współczesnych herosów i jak stać się jednym z nich spójrzcie na małą prowokację.

Autorem filmu jest Reżyser życia, polecam Wam również inne jego produkcje.

Pewnie 90% z Was myśli sobie teraz, że jak nic zatrzymałaby się przy małym zmarzlaku. Pozostałe 10%:
a) jest pochłonięte narzekaniem na znieczulicę
b) kpi z pani, która zapytała czy chłopcu nie jest gorąco
c) w ogóle nie obejrzało filmiku
Zapewniam Was, że zaprezentowani przechodnie niczym się od Was nie różnią, a jednak wielu z nich bezrefleksyjnie minęło ławkę. Na pytanie dlaczego tak się dzieje starali się odpowiedzieć m.in. psychologowie społeczni Bibb Latane i John Darley.

Efektem ich pracy jest pięć warunków, które muszą zostać spełnione, by przypadkowy świadek zdarzenia udzielił ofierze pomocy. Możemy je również potraktować jako prosty przepis na stanie się bohaterem codzienności (o kostium superbohatera musicie zatroszczyć się sami, najprościej zacząć od peleryny).

1. Zauważ sytuację

Nie gniewajcie się, ale panowie Latane i Darley zaczęli od sprawy oczywistej. By pomóc trzeba przede wszystkim zauważyć osobę, która potrzebuje wsparcia. Tymczasem w natłoku codziennych spraw możemy najzwyczajniej w świecie nie zwrócić uwagi na kogoś, kto leży na chodniku. Nie wspominając o celowym odwracaniu wzroku np. na widok żebraków.

Szanse na zdobycie miana bohatera dodatkowo maleją, gdy się spieszymy. Na jednej z uczelni przeprowadzono ciekawy eksperyment. Spośród punktualnych studentów idących na seminarium, 63% podeszło do człowieka leżącego na ziemi. Znacznie gorzej wypadli Ci, którzy nie mieli już czasu– jedynie 10% z nich zauważyło poszkodowanego i przystanęło (i to jest naprawdę sensowny argument na rzecz punktualności).

żebrak

2. Zinterpretuj kryzysową sytuację

Człowiek leżący na ulicy może być chory, pijany, bezdomny lub po prostu mieć taki kaprys. Od tego jakie wytłumaczenie przyjmiemy zależy nasza reakcja. A jeśli nie wiadomo co o tym sądzić? Najłatwiej podpatrzeć co robią inni. Że nie jest to do końca słuszna droga pokazuje zjawisko zwane niewiedzą wielu (pluralistic ignorance), kiedy to wszyscy świadkowie zdarzenia stwierdzają, iż nic się nie stało na podstawie wzajemnej obserwacji biernego zachowania.

Skutki takiej pomyłki mogą być tragiczne, o czym świadczy głośne w latach 60-tych zabójstwo Amerykanki Kitty Genovese. Kobieta zginęła na oczach wyglądających przez okna świadków (najprawdopodobniej aż 38 osób), z których żaden nie interweniował. Nikt nawet nie zadzwonił po policję.

3. Przyjmij osobistą odpowiedzialność

Dostrzeżenie i prawidłowe zinterpretowanie kryzysowej sytuacji to wciąż za mało, by stać się superbohaterem. Widząc osobę w opałach trzeba jeszcze przyjąć osobistą odpowiedzialność za udzielenie jej pomocy. Jak pokazuje seria ciekawych eksperymentów jest to tym trudniejsze im więcej jest świadków zdarzenia. Przykładowo znacząca większość badanych, którzy byli proszeni o pomoc przez osobę chorą na padaczkę, zachowała się jak należy. Niestety ich ilość spadła prawie trzykrotnie, gdy w ich otoczeniu pojawiały się dodatkowe cztery osoby. Zjawisko to zostało nazwane rozproszeniem odpowiedzialności.

Punkt ten doskonale tłumaczy to, co wkłada się do głów kursantom na szkoleniach z pierwszej pomocy. Jeśli zajmujecie się poszkodowanym otoczeni szczelnym kręgiem gapiów, to wszelkie prośby z gatunku „niech ktoś zadzwoni po pogotowie”, „podajcie apteczkę” itp. mają nikłe szanse powodzenia. Zdecydowanie skuteczniejsze będzie wytknięcie kogoś paluchem (tak, w tej kryzysowej sytuacji możemy pozwolić sobie na pokazywanie paluchem) i powiedzenie „Ty to zrób”.

pierwsza pomoc

4. Rozpoznaj własne kompetencje

Jesteśmy już naprawdę blisko celu. Teraz pozostaje nam rozstrzygnąć, czy potrafimy udzielić pomocy. Rzucanie się na ratunek topielcowi jeśli nie potrafi się pływać jest nie do końca trafionym pomysłem. A co jeśli na przykład przewagarowaliście wszystkie lekcje przysposobienia obronnego w liceum i nie czujecie się mistrzami pierwszej pomocy? Czy lepiej mijać szerokim łukiem każdego, kto zasłabnie na ulicy albo zatnie się w palec? Ależ skąd! Nawet jeśli nie potraficie bandażować się na tysiąc sposobów lub robi Wam się słabo na widok krwi (witam w moim świecie) możecie uratować komuś zdrowie i życie choćby wzywając pomoc. Nie zaszkodzi również dodanie poszkodowanemu otuchy czy (w temacie dzisiejszego filmu) okrycie własna kurtką, jeśli marznie.

5. Podejmij decyzję o działaniu

Finalna decyzja. Pomóc czy nie? Ostatnie słowo zawsze należy do Was. Ale pamiętajcie, że mało jest tak fajnych uczuć jak to, kiedy zrobi się coś dobrego 🙂


Przedstawiony z przymrużeniem okaz model Latanego i Darleya to nie jedyne wytłumaczenie procesu pomagania, jakim dysponuje psychologia. Pewnie nie jest to nawet wytłumaczenie najlepsze, uznałam je jednak za godne opisania. Choćby ze względu na prosty przekaz i opis wielu zjawisk, z którymi spotykamy się na każdym kroku i które mogą znacząco wpłynąć na proces podjęcia przez nas decyzji o udzieleniu pomocy.

Jeśli chcecie się zainspirować zapraszam Was na stronę akcji „Zwykły bohater”.
Przeczytacie tam o zwykłych-niezwykłych superbohaterach. Pewnie słyszeliście o kampanii, bo była swego czasu dobrze wypromowana. Niestety z tego co widzę, inicjatywa umarła po 2014 roku. A szkoda, bo tak jak pisałam na początku wokół nas jest wielu prawdziwych bohaterów. Warto o nich mówić. I przy okazji czemu by ich nie nagrodzić?

 

4 komentarze

  • Agnieszka Partyka 23 maja 2017 at 09:54

    Mechanizmy, które opisujesz, są uniwersalne dla ludzi na całym świecie. Ja zawsze staram się reagować na zło, którego jestem świadkiem, ale po osobistych doświadczeniach (nie mam ich dużo) mam obawy. Boję się, że nie zostanę potraktowana w odpowiedni sposób przez instytucję, do której dokonam zgłoszenia (np. policję). Albo mnie zlekceważą, albo nie będą wiedzieli, co ze zgłoszeniem zrobić. Najlepiej, żeby im podać wszystko na tacy. Podobnie Pomoc Społeczna ma ograniczone pole działania. Jeśli nie ma np. dowodów albo świadków przemocy, to niewiele może zrobić. Z jednej strony dobrze, że człowiek nie musi bać się nieżyczliwych, z drugiej – ja się obawiam, że jak coś zgłoszę, to będą naciskali, żebym podała więcej informacji, kiedy ja zrobiłam wszystko, co mogłam. Dodatkowo dokonanie zgłoszenia często pociąga za sobą kłopot, np. trzeba jechać na posterunek złożyć zeznania. Ja w takiej sytuacji nie czułam się jak „bohaterka”, ale petentka dokładająca roboty.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 23 maja 2017 at 11:49

      To niestety prawda, procedury i biurokracja potrafią być naprawdę nieprzyjemne i zniechęcające… Też się z tym spotkałam zgłaszając coś kiedyś na 112.
      Z drugiej strony kiedy zagrożone jest czyjeś życie, zdrowie czy inaczej rozumiane dobro nie ma się chyba co na to wszystko oglądać i trzeba po prostu działać. I nawet jeśli nikt tego nie docenia, to trzeba samemu się docenić i pomyśleć o sobie właśnie jak o superbohaterze!
      Pozdrawiam ciepło i życzę dużo wytrwałości 🙂

      Odpowiedz
  • Agnieszka Partyka 24 maja 2017 at 10:23

    Myślę, że nie każdy wie i warto wspomnieć, że zgłoszenie do odpowiedniej instytucji może być anonimowe. Można zadzwonić albo porozmawiać osobiście. Ja tak zrobiłam, kiedy chciałam uniknąć nieprzyjemności, a wiedziałam, że przekazuję wszystkie informacje i nie będę w stanie pomóc więcej. Pozdrawiam. 🙂

    Odpowiedz
  • M.P 29 sierpnia 2017 at 21:54

    Jak najwięcej osób powinno przeczytać ten wpis. Większość naszego społeczeństwa ma przeświadczenie, że od razu zareagowali by i pomogli potrzebującym. Prawda jest zupełnie inna. Dzięki takim treści jak i filmie umieszczonym wyżej możemy uzmysłowić innym jak często popełniają błędy i wyczulić ich na takie sytuację (jednocześnie przypomnieć jak powinni się zachować).
    Przy okazji bardzo przystępne i merytoryczne wpisy. Niestety coraz rzadziej można takie spotkać.
    Pozdrawiam 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj