O radości z czytania i o tym, dlaczego znowu nie przeczytam 52 książek.

Przypadkiem trafiłam ostatnio w radiu na audycję dotyczącą czytelnictwa w Polsce. I o dziwo nie było o statystycznym Polaku, który książek nie tyka nawet kijem. Wręcz przeciwnie, pojawiły się przykłady osób czytających 200 czy nawet 500 książek rocznie! Imponujące wyniki i naprawdę gratuluję wspomnianym czytelnikom. Zastanawiam się jednak, czy w ogóle o czytaniu warto mówić w ten sposób – jak o konkursie czy wyścigu. Kto więcej, kto szybciej, kto grubszą książkę, kto bardziej ambitną?

W internecie roi się od artykułów odpowiadających na pytanie jak czytać więcej. Początek każdego roku to na facebooku wysyp wydarzeń „Przeczytam w tym roku 52 książki”. Myślę, że to bardzo fajnie i oby jak najwięcej osób sięgało dzięki takim akcjom po lekturę (o kampanii „Nie czytasz, nie idę z Tobą do łóżka” nawet nie wspominam – trudno o lepszy przekaz). Ja chciałabym natomiast ugryźć temat z zupełnie innej strony. Nie będzie o czytaniu dużo i szybko, a o czytaniu z przyjemnością. Nawet kosztem 30 książek rocznie zamiast 52.

czytanie

1. Nie kończę książek na siłę

Wiele osób wychodzi z założenia, że jeśli coś się zaczęło koniecznie trzeba to skończyć. To bardzo szlachetna idea i w wielu obszarach życia znajduje zastosowanie, ale niekoniecznie tutaj. Sama niejednokrotnie zaczynałam jakąś książkę i dochodziłam do wniosku, że jest nie dla mnie. Albo że to po prostu gniot. Z jednej strony zawsze szkoda tego, co już się przeczytało. Do tego dochodzi nadzieja, że będzie lepiej. Ja jednak wyzbyłam się skrupułów i jeśli książka mi nie odpowiada i wiem, że nie muszę jej czytać (podręczniki itp.) to po prostu ją odkładam i nie tracę na nią czasu, którego i tak mam zawsze za mało.

2. Wybieram książki, na które mam ochotę

Naprawdę ciężko jest czerpać radość z lektury, która nas nie interesuje. Dlatego sięgajcie po to, co lubicie. Nawet, jeśli to nie będzie literatura z wyższej półki. Nawet, jeśli to będzie coś totalnie niepopularnego i macie wrażenie, że tego nie czyta nikt oprócz Was.

Również książki, które nie są naukowe czy super ambitne prócz relaksu przynoszą bardzo wymierne korzyści. Rozwijają wyobraźnię, poszerzają zasób słownictwa i zdolności językowe, zwiększają wrażliwość, poprawiają koncentrację. Czytanie jest dla mózgu jak trening dla mięśni (tylko bez zakwasów = profit).

czytanie przy herbacie

Książki, herbata i smakołyki – znacie coś lepszego?

3. Sprawdzam nowe gatunki

Jeśli zdarza się Wam sięgać po literaturę, to pewnie macie swój ulubiony gatunek. Ja na przykład uwielbiam kryminały (tak, czytam nie tylko psycho-podręczniki). Jednak lubię czasem sięgnąć po coś innego. Dzięki temu nie tylko poszerzam swoje czytelnicze horyzonty ale i z większą przyjemnością chwytam za kolejny kryminał.

4. Przeplatam tematykę

Ten punkt jest trochę podobny do poprzedniego, kieruję go jednak głównie do osób, czytających sporo tekstów naukowych, branżowych, podręczników. Naprawdę dobrze jest wytchnąć od poważnych tematów i zająć umysł czymś innym, lżejszym, przyjemniejszym. Pamiętam, że na początku studiów czułam się zawalona psychologicznymi tekstami i najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się już czytać wiele ponad to (problem wrócił ze zdwojoną siłą przy pisaniu magisterki). Z perspektywy czasu widzę, że to była kiepska strategia i naprawdę dobrze jest łączyć jedno z drugim.

5. Nie kryję się przed znajomymi

Rozmawiam z nimi o tym, że czytam i co czytam. Wymieniamy się opiniami i ulubionymi książkami, ostrzegamy przed książkowymi gniotami. Uwierzcie, żadna internetowa recenzja nie może równać się z poleceniem przez kogoś, z kim znacie się jak łyse konie. Czytanie to powód do dumy, nie wstydu – nie kryjcie się z tym jak z paczką chipsów na dużej przerwie.

czytanie i relaks

6. Nie czytam na wyścigi

Dobrze jest mieć swoją regularną porę w ciągu dnia, kiedy zapadamy się z książką w wygodnym fotelu. Niezłym pomysłem jest noszenie książki ze sobą i czytanie w autobusie czy kolejce do lekarza. Niestety czasem naprawdę nie ma się na to ochoty a jedyne o czym człowiek marzy to gorący prysznic/głupi serial/pójście spać/cokolwiek. I wiecie co? Nie widzę w tym nic złego. Świat się nie zawali, jeśli Wasze czytelnicze statystyki trochę się pogorszą, a nierzadko po takim książkowym detoksie wraca się do czytania jak do dawno niewidzianego przyjaciela. Rywalizacja, wyścigi (szczurów i nie tylko) na dobre zagościły w wielu obszarach naszego życia. Niech choć czytanie pozostanie ostatnim bastionem relaksu 🙂


Kocham książki i polecam je Wam z całego serca . W ogóle jestem ciekawa co lubicie czytać – spodziewajcie się wkrótce na blogu czytelniczej dyskusji.

Korzystając z tego, że mamy 27. kwietnia życzę Wam słonecznej, udanej majówki z dobrą książką.

7 komentarzy

  • Gosia - VictoriaHandmade.pl 27 kwietnia 2017 at 09:22

    Zgadzam się z Tobą. Faktycznie teraz nawet czytanie książek zaczyna przypominać jakiś wyścig. Wszędzie to konkurowanie ze sobą, kto ile przeczytał, kto ile treningów w ciągu roku wykonał. A przecież najważniejsze jest odczuwanie przyjemności z tego co robimy. Nie na wyścigi, nie na pokaz…

    Odpowiedz
  • Katarzyna 27 kwietnia 2017 at 15:56

    Bardzo zdrowe podejście, popieram w całej rozciągłości! 🙂

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 4 maja 2017 at 22:11

      Cieszę się 🙂

      Odpowiedz
  • Małgosia Pelnia.eu 28 kwietnia 2017 at 15:36

    Czekam z niecierpliwością na czytelniczą dyskusję. Jestem książkoholiczką, więc wyzwanie typu 52 książki na rok znacznie odbiega od moich norm ;). Ważne jednak, żeby czytać, ilość nie ma znaczenia. A jeszcze ważniejsze, żeby myśleć. Czytanie zaś sprzyja myśleniu i rozwijaniu swoich kompetencji w tej trudnej dziedzinie. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 4 maja 2017 at 22:13

      Oj to bardzo chętnie zasięgnę u Ciebie języka w kwestii ciekawych książek 🙂

      Odpowiedz
  • Dorota Syguła 3 maja 2017 at 16:42

    Też kiedyś miałam coś takiego, że jak zaczęłam książkę, musiałam ją skończyć, ale już się tego wyzbyłam – i dobrze mi z tym 🙂

    Ogólnie zgadzam się właściwie we wszystkich punktach tutaj z Tobą, chociaż odnoszę wrażenie (może mylne), że czytanie jest za bardzo gloryfikowane. Jasne, czytanie jest fajne, rozwijające i nie jest absolutnie żadnym powodem do wstydu – ale tak naprawdę to hobby jak każde inne. Nie jestem za przesadnym chwaleniem i podziwianiem ludzi, którzy czytają, bo mimo wszystko literatura dzieli się też na bardzo wiele gatunków i podgatunków i np. regularne czytanie romansideł (choć nic w tym złego, sama uwielbiam xd) nie jest w niczym bardziej wartościowe od np. hobby, jakie ma ktoś, kto woli w weekend pojechać na ryby i olać książki.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 4 maja 2017 at 22:11

      Zatem witaj w klubie osób, które mają odwagę, by nie kończyć książek 🙂
      A co do gloryfikowania czytelnictwa to jest to naprawdę ciekawa uwaga. A dla mnie to inspiracja, by napisać o innych, równie ciekawych i rozwijających sposobach spędzania czasu.
      Pozdrawiam ciepło!

      Odpowiedz

Skomentuj