Czy zabijesz na rozkaz? Eksperyment Milgrama.

Wyobraźcie sobie, że zgłosiliście się do udziału w prowadzonym na uniwersytecie eksperymencie dotyczącym wpływu kar na uczenie się. Gra jest warta świeczki, bo na ochotników czeka wynagrodzenie równowartości ok. 30 dolarów. W uniwersyteckim laboratorium czeka na Was ubrany na biało eksperymentator o surowym wyglądzie i drugi uczestnik badania. Jeden z Was ma być uczeniem, drugi nauczycielem. Szczęśliwie Wam przypada ta druga rola. Zadaniem ucznia jest zapamiętanie par wyrazów, nauczyciel ma sprawdzać znajomość podanych par i w razie błędów aplikować uczniowi wstrząsy elektryczne, z każdym kolejnym błędem większe. Tak zaczyna się jedno z najgłośniejszych badań w psychologii – eksperyment Milgrama.

Uczeń zajmuje miejsce w sąsiednim pokoju, macie ze sobą kontakt głosowy. Dla Ciebie przygotowane jest miejsce przy generatorze wstrząsów. Urządzenie umożliwia aplikowanie wstrząsów od 15 do 450 woltów, przy wyższych wartościach znajduje się ostrzeżenie o niebezpieczeństwie. Badanie zaczyna się niewinnie, jednak uczeń zaczyna się mylić a Wy zgodnie z instrukcją wymierzacie mu coraz dotkliwsze kary. W końcu Wasz towarzysz zaczyna skarżyć się na dotkliwy ból, domaga się zakończenia eksperymentu, krzyczy, wali w ścianę i zupełnie milknie. Prowadzący badania naukowiec nalega jednak na kontynuowanie. Jak myślicie, jak daleko bylibyście w stanie się posunąć dla dobra nauki?

badania na uniwersytecie

Cel badań

Nieco inaczej sformułował to pytanie Stanley Milgram, znany psycholog społeczny, autor eksperymentu. Naukowiec zastanawiał się jak to możliwe, że niczym nie wyróżniający się obywatele nazistowskich Niemiec uczestniczyli w ludobójstwie milionów niewinnych ludzi w obozach koncentracyjnych. Przypuszczał, że być może Niemcy jako naród są szczególnie skłonni do podporządkowania się zwierzchnikom. Jak daleko jednak na zachowanie każdego z nas może wpływać posłuszeństwo autorytetom?

Przygotowując się do eksperymentu Milgram chciał oszacować ilość osób, które dojdą do końca skali zadając śmiertelny wstrząs elektryczny uczniowi (który tak naprawdę był aktorem, pomocnikiem eksperymentatora i nie był rażony prądem). Profesorowie i studenci Uniwersytetu Yale, gdzie eksperyment miał miejsce, przewidywali, że tak daleko posunie się 1-2% badanych. Zapytani o to samo psychiatrzy podali dziesięciokrotnie niższą wartość.

eksperyment Milgrama holocaust

Eksperyment Milgrama -wyniki

Rzeczywiste wyniki okazały się zaskoczeniem dla wszystkich z autorem eksperymentu na czele. W opisanych na początku warunkach aż 65% badanych zadawało elektrowstrząsy aż do końca badania! I to pomimo potwornych krzyków, jęków bólu i błagań ucznia o zaprzestanie. Wydaje się to tym bardziej nieprawdopodobne, że wszyscy uczestnicy badania głęboko wierzyli, że zadają drugiej osobie ból. Co więcej, dla uczestników ta sytuacja była dalece stresująca: trzęśli się ze zdenerwowania, pocili, jąkali, obgryzali paznokcie, przygryzali wargi do krwi. Prosili o uwolnienie ucznia od cierpień, a mimo to po standardowym ponagleniu (np. „eksperyment wymaga, aby kontynuować”) zadawali kolejny wstrząs.

„Miałem okazję obserwowania jednego z badanych – dojrzałego i zrównoważonego biznesmena, wchodzącego z uśmiechem i pewnością siebie do laboratorium. Po 20 minutach ten sam człowiek był trzęsącym się i wiercącym, jąkającym się nerwowo wrakiem na granicy załamania psychicznego. Bez przerwy wyłamywał sobie palce i pociągał się za ucho. W pewnym momencie przyłożył obie pięści do czoła ze słowami >>Boże, niech to się już skończy<<. A jednak reagował na każde słowo badacza i posłusznie ulegał jego poleceniom aż do samego końca” [1].

eksperyment

Jak to możliwe?

Eksperyment szybko doczekał się kilku kolejnych „odsłon” z nieco zmienionymi warunkami. Pozwoliło to wyeliminować najbardziej oczywiste wyjaśnienia zachowania badanych. Okazało się więc, że za wynikami nie stoi ani płeć uczestników (i wyższa skłonność mężczyzn do agresji), ani brak świadomości zadawanego bólu i związanego z nim niebezpieczeństwa. Wykluczono również, jakoby uczestnicy badania mieli skłonności sadystyczne.

Sam Milgram wyjaśnienia nie szukał w badanych, a w osobie eksperymentatora. Odwołał się do tkwiącego w nas głęboko poczucia obowiązku ulegania autorytetom. W nowej i nieznanej uczestnikom sytuacji odziany w biały kitel, poważny pracownik uniwersytetu był niewątpliwie autorytetem.

Wnioski Milgrama potwierdzają późniejsze modyfikacje eksperymentu, w których osłabiano bądź modyfikowano wpływ autorytetu. W sytuacji, kiedy eksperymentator kazał zaprzestać wstrząsów, mimo iż uczeń deklarował, że może kontynuować wszyscy badani przestawali wymierzać kary. Również w sytuacji, kiedy występowało dwóch eksperymentatorów, z czego jeden nakazywał kontynuować a drugi przestać wszyscy badani wycofywali się.

eksperyment milgrama autorytety

Dlaczego ulegamy? Czy to źle?

O tym dlaczego ulegamy autorytetom wspominałam już w tym tekście. Jest to zupełnie zrozumiałe zjawisko, tak jesteśmy uczeni od małego. Nie tylko przez rodziców i nauczycieli, ale też za pośrednictwem kultury i religii. Biblijny Adam i Ewa zostali srogo ukarani za nieposłuszeństwo wobec Stwórcy. W przeciwieństwie do nich Abraham na Boży rozkaz gotów był zabić własnego syna.

Budowanie skomplikowanych systemów podporządkowania autorytetom pozwala na rozwój społeczeństw, tworzenie skomplikowanych systemów produkcji i dystrybucji dóbr, obrony i ekspansji. Oddając decyzje autorytetom oszczędzamy mnóstwo czasu i unikamy potencjalnych błędów wynikających z niewiedzy. Jednak jak w każdej sytuacji, w której działamy bezrefleksyjnie i oddajemy komuś pałeczkę tak i tu czai się sporo niebezpieczeństw, czego najlepszym przykładem jest opisywany eksperyment.

Czy Milgram znalazł odpowiedź na pytanie o holocaust?

eksperyment milgrama a holokaust

Wyniki badań były na tyle zdumiewające, że naukowiec zrezygnował z przeprowadzania eksperymentu poza granicami USA.

„Znalazłem tu (w Ameryce) tyle posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec” [2].

Czy jednak tendencja do ulegania zwierzchnikom jest wystarczającym wytłumaczeniem dla tak potwornych zjawisk jak holokaust? Ile osób tyle opinii. Sam Milgram zwraca uwagę na liczne różnice między swoim eksperymentem a sytuacją w nazistowskich Niemczech. Można zapytać, czy tak złożone zjawisko w ogóle można tłumaczyć prostymi eksperymentami zamkniętymi w uniwersyteckich murach. Jestem zdania, że eksperyment Milgrama tworzy cenny wątek w wyjaśnianiu (nie mylić z usprawiedliwianiem!) ludobójstwa. Ale na pewno nie może to być jedyny, wyczerpujący dyskusję wątek.

Na zakończenie zostawiam Was z komentarzem samego Stanleya Milgrama:

„Skoro w tym badaniu anonimowy eksperymentator mógł z powodzeniem polecić dorosłym osobom, aby ujarzmiły pięćdziesięcioletniego mężczyznę i zaaplikowały mu na siłę bolesne wstrząsy elektryczne pomimo jego protestów – można się tylko zastanawiać, czego może zażądać od swoich podwładnych rząd, posiadający o wiele większy autorytet i prestiż” [3].

 Na poniższym filmie możecie zobaczyć jak wyglądał eksperyment (film z polskimi napisami)


Jeśli zainteresował Was eksperyment, jego dokładny opis znajdziecie w VI rozdziale książki R. Cialdiniego „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka”. Bardzo ciekawy podręcznik, polecam.
Dokładna dyskusja nad związkiem eksperymentu z holokaustem znajduje się w IX rozdziale książki „Dobro i zło z perspektywy psychologii społecznej” A. Millera, naprawdę warto tam zajrzeć.

Cytowania:

1. Milgram, S. (1963). Behavioral study of obedience. Journal of Abnormal and Social Psychology, 67, 371-378. za: Cialdini, R. (2000). Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
2. Cialdini, R. (2000). Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.
3. Milgram, S. (1965). Some conditions of obedience: A reply to Baumrod. American Psychologist, 19, 848-852 za: Miller, A.(2008). Dobro i zło z perspektywy psychologii społecznej. Kraków: Wydawnictwo WAM.

11 komentarzy

  • Natalia 24 kwietnia 2017 at 20:44

    Super! Ostatnio gdy pytałaś na facebooku o czym chcielibyśmy czytać wspomniałam, że psychologiczne eksperymenty to ciekawy temat i proszę, tekst niczym na zamówienie!
    A jeśli chodzi o tekst to bardzo ciekawy, skłania do refleksji!

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 24 kwietnia 2017 at 22:44

      Do usług 🙂 Znacznie trudniej jest mi wymyślić 10 dań z parówką (zaskoczonych treścią komentarza odsyłam na fb).

      Odpowiedz
  • Sandra 24 kwietnia 2017 at 22:19

    Wow! Czytam i oczywiście mówię sobie, że absolutnie nie dałabym rady zdać komuś bólu. I to w dodatku z czyjegoś polecenia. Ale tak właściwie to dopóki nie będę nigdy w podobnej sytuacji, mogę sobie tylko gdybać. Łomatulu, obym nigdy nie musiała mieć takich dylematów. 😉

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 24 kwietnia 2017 at 22:48

      Od razu przychodzi na myśl „Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” Szymborskiej, ale prawda jest taka, że nikt chyba nie chciałby być sprawdzany w ten sposób…
      I dla uspokojenia powiem, że dzisiaj tego typu eksperyment nie przeszedłby przez sito komisji etycznej 🙂

      Odpowiedz
  • Emilia Mańk | psychologia fotografii 25 kwietnia 2017 at 13:43

    Pisałam o nim ostatnio w kontekście fotografowania i bycia fotografowanym. Bardzo ciekawy eksperyment. Jeden z najbardziej zaskakującymi wynikami.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 25 kwietnia 2017 at 17:22

      Czytałam 🙂 I przy okazji polecam Wam drodzy czytelnicy, bardzo ciekawy temat!

      Odpowiedz
  • Emilia Mańk | psychologia fotografii 25 kwietnia 2017 at 14:11

    Co do kwestii holokaustu: tam w grę wchodziła jeszcze propaganda i przekonywanie ludzi o tym, że Żydzi to „podludzie. To nie tylko wpływ działania autorytetu ale całkowita zmiana postrzegania ludności Żydowskiej przez Niemców.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 25 kwietnia 2017 at 17:21

      Cieszę się, że o tym wspomniałaś. Nie ukrywam, że temat jest szeroki i nawet nie widziałam możliwości, by napisać o wszystkim. Dlatego tak cenię sobie wszystkie komentarze. Nierzadko taka dyskusja przewyższa sam artykuł 🙂

      Odpowiedz
  • KlubAutora 26 kwietnia 2017 at 15:02

    Chyba bym nie dał rady dotrwać do końca takiego eksperymentu. Chociaż łatwo się mówi, a co innego mogło by być na żywo.

    Odpowiedz
  • Asia - psycholożka, nie psycholog :) 26 kwietnia 2017 at 15:23

    Jestem pod wrażeniem talentu do popularyzowania wiedzy. Chciałabym mieć taką umiejętność, zawsze chciałam pisać takiego bloga ale zabrakło mi wytrwałości i cierpliwości do rzetelnego opracowania tematu. Będę polecać!

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 26 kwietnia 2017 at 15:32

      Ojej, bardzo mi miło. Po takim komentarzu od razu rośnie motywacja 🙂 Zapraszam serdecznie do czytania, kolejne wpisy już wkrótce.

      Odpowiedz

Skomentuj