Pięć pomysłów na pracę dorywczą – dla studentów i nie tylko

Jeśli nigdy nie zdarzają się Wam pustki w portfelu to prawdopodobnie poniższy artykuł niewiele wniesie do Waszego życia. Nie odkrywam w nim Ameryki i nie zdradzam jak zdobyć pierwszy milion, sama nie jestem rekinem (rekinką?) biznesu. Przedstawię natomiast kilka patentów na to jak łatwo podratować swój budżet nie zobowiązując się do pracy przez kilka tygodni czy miesięcy.

Dzisiejsze sposoby przydadzą się Wam, gdybyście chcieli wykorzystać trochę wolnego czasu i dorobić sobie do stypendium czy regularnej pensji. W mojej ocenie są o tyle fajne, że nie wymagają żadnych szczególnych umiejętności, łatwo je znaleźć, można wybierać pojedyncze zlecenia, a do tego część z nich jest po prostu ciekawa (żeby nie powiedzieć „rozrywkowa”). Część z patentów można wykorzystać do stałego zasilania konta, jednak wydaje mi się, że jeśli potrzebne Wam regularne zarobki lepiej poszukać pracy na jakąś część etatu bądź zlecenie (np. jako kelner, korepetytor, opiekun do dziecka, sprzedawca, kierowca).

A zatem czego szukać, kiedy potrzebny Wam zastrzyk finansowy?

Hostessowanie

… czyli wystarczy ładnie wyglądać i szeroko się uśmiechać. Nie do końca. Decydując się na szukanie pracy jako hostessa pamiętajcie, że to praca z ludźmi i co za tym idzie spotkacie niejednego piekielnego. Kryzysowe chwilowe będą się oczywiście różnić w zależności od tego, czy będziecie zachęcać do spróbowania parówek, wzięcia chwilówki czy udziału w loterii. Nawet rozdawanie dzieciom baloników może obfitować w trudne sytuacje. Prędzej czy później znajdzie się jakiś Janusz biznesu czy sfrustrowana Krystyna, którzy za cel obiorą sobie uświadomienie Wam marności Waszego istnienia. Pamiętajcie też, że bycie hostessą to cały dzień „na nogach” i nawet w centrum handlowym można zrobić sporo kilometrów. Jeśli jednak lubicie kontakt z ludźmi, dużo się uśmiechacie i niestraszne Wam trochę ruchu taka praca może być naprawdę fajną opcją.

Gdzie szukać ofert

Najwięcej ogłoszeń ukazuje się na portalach takich jak olx.pl czy nieco zapomniane już gumtree.pl. Wystarczy wejść w zakładkę praca i wybrać opcję hostessa. Oferty pojawiają się regularnie ale i chętnych nie brakuje. Na pewno dodatkowym atutem będzie doświadczenie w różnego rodzaju akcjach promocyjnych. Ogłoszenia często pojawiają się na ostatnią chwilę (np. dzień przed) i to może być okazja dla osób początkujących. Zazwyczaj wymagane jest wysłanie CV ze zdjęciem, warto przygotować je sobie wcześniej. Wpis o CV pojawi się na pewno na blogu, na razie zaapeluję tylko – wybierzcie sensowne zdjęcie (czyli nie foto z wakacji czy imprezy, nie selfie i nie zdjęcie klasowe z podstawówki).
Jeśli znacie kogoś kto pracuje już jako hostessa warto z nim pogadać – jak w każdej branży tak i tu wiele ofert nie pojawia się w serwisach ogłoszeniowych i bazuje jedynie na osobach „z polecenia”.

Ile można zarobić

Stawki wynoszą zazwyczaj kilkanaście złotych brutto za godzinę (są to realia łódzkie; zakładam, że w bogatszych miastach może być lepiej). Zdarzają się też oferty lepiej płatne. Stawki zależne są między innymi od tego czy zatrudni Was agencja (tak będzie najczęściej) czy bezpośrednio firma promująca swój produkt. Oferty ze stawką 40-50zł/h są rzadkością i dotyczą raczej animatorów (np. zabawianie dzieci podczas wesel) niż typowych hostess. Widząc oferty 50zł/h i powyżej dla hostess/modelek zadajcie sobie sami pytanie, czy za stawką kilkukrotnie wyższą od przeciętnej nie kryje się jakiś haczyk (niemoralne propozycje, wyłudzanie danych osobowych). W Łodzi regularnie pod hasłem hostessa pojawia się oferta pracy jako „barmanka topless w masce”…

Hostessa - sposób na pracę dorywczą

Publiczność w programach TV/statystowanie

… czyli klaskanie synchroniczne i „mięsny jeż”. W pierwszej kolejności publiczność: ta opcja zarobku niestety nie jest dostępna we wszystkich miastach, dlatego na początek musicie się dowiedzieć, czy telewizja kręci coś u Was i jaka agencja castingowa za tym stoi. Mieszkającym w grodzie Kraka mogę polecić Outside Casting Agency – za moich studenckich czasów szukali m.in publiczności „Rozmów w toku” (zdjęte już z anteny) i „Postaw na milion”.

Na marginesie – co trzeba było zrobić by zobaczyć Ewę Drzyzgę na żywo? Przede wszystkim z pewnym wyprzedzeniem udać się do agencji. Castingi odbywały się kilka razy w tygodniu i polegały na zrobieniu zainteresowanym zdjęć z tabliczką na której trzeba było wpisać swoje wymiary i dane kontaktowe. Naprawdę nic trudnego. Dla każdego odcinka były określone wymagania dotyczące wieku i płci osób zasiadających na widowni, agencja określała też co mniej więcej należy ubrać.

Nagrania trwają zawsze dłużej niż to, co widzimy w telewizji, do tego należy doliczyć czas dojazdu do studia (agencja zapewnia autobus) i przerwy techniczne, dlatego lepiej nie planować sobie wiele więcej na taki dzień. Bycie publicznością to naprawdę łatwy (choć raczej niewielki) zarobek, do tego można pochwalić się znajomym gdzie się było i kogo się widziało 😀

A teraz czas na mięsnego jeża – czyli statystowanie. To już trochę wyższa szkoła jazdy, ale paradoksalnie szerzej dostępna. W polskich paradokumentach brakuje chyba nowych twarzy, więc agencje castingowe objeżdżają większe i mniejsze miejscowości w poszukiwaniu aktorów. Pytanie brzmi czy odważymy się użyczyć własnej twarzy do tworu takiego jak „Trudne sprawy”. Oprócz słynnych paradokumentów agencje poszukują statystów i aktorów do reklam, filmów i seriali.

Gdzie szukać ofert:

Tak jak wspomniałam najlepiej jest znaleźć w swoim mieście agencję castingową i dowiedzieć się na jakiej zasadzie można podjąć współpracę. Wystrzegajcie się różnorakich „agencji modelek” i wszelkich ofert, gdzie musicie coś wpłacić na starcie. Jeśli nie ma u Was godnej zaufania agencji śledźcie lokalne serwisy z ogłoszeniami – być może w Waszej miejscowości będzie organizowany casting przez „przyjezdną” firmę.

Ile można zarobić:

Stawka dla publiczności to zazwyczaj kilkadziesiąt złotych za dzień (przy czym taki dzień może trwać 4 godziny a może 8 i stawka się nie zmieni). Stawki dla statystów to bardzo szeroki temat i ciężko mi określić nawet jakieś widełki.

Połącz pracę dorywczą z dobrą zabawą

Inwentaryzacje

… czyli matematyka w praktyce. Praca przy inwentaryzacji polega na liczeniu, skanowaniu i układaniu produktów na sklepowych półkach (czasem również w sklepowym magazynie). Ważna jest dokładność i szybkość. Doświadczeni audytorzy wiedzą jak się ustawić, żeby nocka na inwentaryzacji upłynęła możliwie najprzyjemniej. Zdecydowanie radzę unikać mrożonek (przeziębienia, zgrabiałe paluszki), słoików (waga i ryzyko stłuczenia czegoś) i generalnie wszystkich działów „ciężkich” – karmy dla zwierząt, puszki, kasze, cukry itp. Inwentaryzacja to może nie najciekawsze zajęcie pod słońcem, ale w dobrym towarzystwie czas naprawdę szybko płynie. Fajnie jest też zobaczyć market „od kuchni”. Przyznajcie się: kto za dzieciaka nie fantazjował o zostaniu w supermarkecie na noc?

Gdzie szukać ofert:

Tradycyjnie już można przeszukiwać serwisy z ogłoszeniami (jak wspomniany wcześniej olx.pl). Lepszym rozwiązaniem będzie nawiązanie współpracy z firmą, która w Waszym regionie organizuje inwentaryzacje. Niekiedy wymagane będzie stawienie się osobiście w firmie i zaliczenie prostego testu z liczenia, niektórzy pracodawcy oferują załatwienie wszystkich formalności online. Przykładem jest platforma strefajob.

Ile można zarobić

Stawki zależą oczywiście od firmy, z którą podpisujemy umowę, od miasta, od tego czy inwentaryzacja jest na miejscu czy wyjazdowa oraz od naszego doświadczenia i od tego czy posiadamy status studenta/osoby uczącej się. Uśredniając wspomniane czynniki możemy się spodziewać kilkunastu złotych brutto za godzinę pracy. Dla osób biorących udział w dużej ilości inwentaryzacji trafiają się premie.

Pomysł na pracę dorywczą - inwentaryzacje

Udział w badaniach psychologicznych

… ale czy bycie szczurem doświadczalnym jest bezpieczne? Już jest. Czasy nieetycznych eksperymentów w psychologii mamy na szczęście za sobą. Płatne badania psychologiczne nie zdarzają się niestety często ale warto śledzić temat nie tylko ze względu na zarobki. Często po zakończeniu badań istnieje możliwość otrzymania informacji zwrotnej na temat własnych wyników (podpisujemy kwestionariusze pseudonimem/specjalnym kodem, nigdy imieniem i nazwiskiem). Na czym takie badania konkretnie polegają ciężko napisać, bo mogą wyglądać bardzo różnie i obejmować m. in. wypełnianie kwestionariuszy, rozwiązywanie zagadek logicznych, dyskusje w grupach, ocenianie filmów czy zdjęć. Wszystko podczas badań odbywa się za naszą zgodą, w dowolnej chwili można zrezygnować. Pozostajemy też całkowicie anonimowi – wyniki nigdy nie są powiązane z konkretną osobą a badaczy interesują jedynie dane zbiorcze.

Gdzie szukać ofert:

Najlepiej śledzić stronę internetową lub profil na facebooku instytutu psychologii uczelni w Waszym mieście. I nie frustrujcie się jeśli nic tam nie znajdziecie – płatne badania naprawdę nieczęsto się trafiają.

Ile można zarobić:

I tu nadszedł czas na standardową odpowiedź psychologów na każde pytanie: „to zależy”. Zazwyczaj można spodziewać się kilkudziesięciu złotych za badania trwające nie dłużej niż kilka godzin. Za badania gdzie musimy pojawić się na uczelni więcej razy bądź wykonać jakieś zadania w domu stawki będą wyższe. Oprócz profitów finansowych może pojawić się inny rodzaj wynagrodzenia. Swego czasu jeden z uniwersytetów wprowadził program w ramach którego studenci zbierali punkty za udział w badaniach. Zebranie odpowiedniej ilości punktów równało się zaliczeniu wartego bodajże 2 punkty ecst kursu dodatkowego.

Moje doświadczenia:

Studiowanie psychologii obfitowało w różnego rodzaju badania prowadzone przez innych studentów (głównie magistrantów) i kadrę naukową. W większości zapłatą była świadomość, że przyczyniamy się do rozwoju nauki :D. Udało mi się natomiast zarobić ok. 80zł podczas badania, gdzie podłączona do aparatury eeg (nic strasznego – zakłada się taki specjalny czepek na głowę) wykonywałam różne zadania na komputerze. Mam bardzo fajne wspomnienia z badań, panowała super atmosfera. Jedynym minusem był fakt, że założenie czepka eeg wymaga oblania głowy specjalnym żelem (konsystencja zbliżona do rozwodnionego kisielu).

badanie eeg

Instytut psychologii w Szeged, laboratorium eeg, źródło: wikipedia

Najlepszy pomysł na pracę dorywczą: sprzedaj to, co umiesz

… czyli właściwie co? Odpowiedź na to pytanie to 90% sukcesu. Może umiecie robić profesjonalne makijaże czy upinać włosy, cykacie fajne zdjęcia albo układacie stroiki na święta? Zaoferowanie tego co umiemy i lubimy robić to naprawdę najprzyjemniejsza opcja zarobku – spędzamy miło czas, rozwijamy się, zyskujemy doświadczenie a do tego mamy dodatkowy pieniądz. Naprawdę wiele osób korzysta z usług osób nie będących profesjonalistami, głównie ze względu na konkurencyjne ceny. Zanim podejmiecie się tego typu zleceń dobrze zastanówcie się co potraficie i czy sami bylibyście w stanie zapłacić za tego rodzaju usługę.

Gdzie szukać ofert:

W tym wypadku raczej gdzie się oferować? Proponuję zacząć od znajomych (nawet nieodpłatnie) i prosić o polecenie innym osobom. Mimo wszelkich dobrodziejstw jakie niosą nowoczesne technologie poczta pantoflowa naprawdę dobrze się trzyma. Poza tym możecie ogłaszać się na olx, gumtree, facebooku i wszelkich serwisach lokalnych z ogłoszeniami.

Ile można zarobić:

Wszystko zależy od tego, co macie do zaoferowania. Wyceniając swoją usługę zorientujcie się w cenach jakie oferuje konkurencja, podliczcie czas jaki musicie poświęcić na pracę i koszt materiałów/sprzętu jaki wykorzystacie.


Mam nadzieję, że udało mi się Was zainspirować. Podzielcie się proszę w komentarzach swoimi sposobami na zasilenie portfela. A może macie jakieś śmieszne anegdotki z szukania pracy?
Trzymam kciuki za Wasz zarobek, a w międzyczasie testuję polecane na innych blogach i stronach sposoby na zarabianie przez Internet. Będziecie zainteresowani tym tematem?

13 komentarzy

  • Nati 21 marca 2017 at 20:37

    Fajne pomysły. Jeszcze nie spotkałam się z badaniami psychologicznymi, a i do publiczności chyba u mnie w mieście nie szukają ;(
    Ale pamiętam jak na rozmowę do pracy jako hostessa zapytano mnie o… obwód szyi! Pracy nie dostałam, chyba moja szyja miała niesatysfakcjonujące wymiary 😀

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 21 marca 2017 at 23:11

      Hmm, ciekawe jakie są idealne rozmiary szyi 🙂

      Odpowiedz
  • Anastazja 21 marca 2017 at 20:57

    Moja siostra była statystką w filmie „Majka”, w sumie fajna sprawa, musiała tylko iść i udawać, że rozmawia z inną osobą. Popieram wszelkiego typu dodatkowe prace, gdyż studenci zawsze kojarzeni są z brakiem pieniędzy, a branie od rodziców nie jest fajne. Sama ostatnio podjęłam pracę jako hostessa i jestem bardzo zadowolona, spotkałam masę ciekawych ludzi i myślę, że sprawdzam się w tej roli, a co najważniejsze mam pieniądze, które sama zarobiłam i ich już tak łatwo się nie wydaje… 😛

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 21 marca 2017 at 23:09

      Zdecydowanie własną kasę trudniej się wydaje 🙂
      Akurat jako hostessa nigdy nie pracowałam, może szyja nie ta. Masz jakieś śmieszne anegdotki z pracy?

      Odpowiedz
      • Anastazja 30 marca 2017 at 12:43

        Anegdotki… może jedna taka sytuacja… gdyż promuję czekolady, zachęcam do degustacji często przychodzą mamy z dziećmi i mówią „poczęstuj się od Pani czekoladką”, zawsze chętnie rozdaje i się uśmiecham, ale ostatnio mama z synkiem byli u mnie 3 razy, a potem przyszli z workiem i wzięli mi prawie wszystkie kawałki. Przyznam szczerze, ze nie wiedziałam jak się zachować, delikatnie sugerowałam, ze musi zostać jeszcze dla innych no i lekko „zmierzyłam ich wzrokiem”. Ja sama lubię testować różne pyszności i jak są hostessy w sklepie to degustuję, każdemu się na pewno zdarzyło być głodnym na zakupach, a tutaj od jednej hostessy się weźmie, od drugiej, ale to co zrobiła ta matka z dzieckiem to moim zdaniem lekka przesada, a nawet nie lekka 🙂

        Odpowiedz
        • bogna.sobczak 30 marca 2017 at 22:38

          Anastazja, podziwiam za promowanie czekolady! Ja bym się chyba nie umiała powstrzymać i sama bym coś ciągle podjadała z tacki 🙂
          A co do Twojej historii – totalna przesada…

          Odpowiedz
  • Sandra 21 marca 2017 at 22:34

    Pamiętam, że kiedyś miałam być na nocnej inwentaryzacji w markecie. Zrządzeniem losu nie dotarłam. I całe szczęście! Polecam sprawdzać takie oferty, trafiają się oszuści, którzy nie wypłacają wynagrodzenia.
    A poza tym takie dorabianie to często naprawdę niezła frajda. Animacje, eventy. Można dorobić i spotkać fajnych ludzi. 😉
    Ale… na casting bym się nie wybrała!

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 21 marca 2017 at 23:10

      O kurczę, nigdy się nie spotkałam z takim oszustwem na inwentaryzacjach. Chyba jednak lepiej szukać zleceń przez duże, sprawdzone firmy…
      Na żaden casting byś się nie wybrała czy tylko na taki w stylu „Trudnych spraw”? 😀

      Odpowiedz
      • Sandra 3 kwietnia 2017 at 23:00

        Swego czasu w naszym mieście kiepską sławą cieszył się szczególnie jeden market. Z wielu niezależnych źródeł można było usłyszeć o problemach z rozliczeniem się po wykonaniu pracy. Także tak jak mówisz, trzeba sprawdzić z kim się podpisuje umowę. 😉
        P.S. mówię nie! wszystkim castingom. Nie widzę się ani w ‚Trudnych sprawach’ ani innych produkcjach. Chociaż, jeżeli miałabym okazję popracować z Marcinem Dorocińskim, przemyslalabym temat. 😉

        Odpowiedz
        • bogna.sobczak 4 kwietnia 2017 at 22:09

          Stanowilibyście piękny duet, mogłabym dla Was obejrzeć nawet „Trudne sprawy” 😀

          Odpowiedz
  • Dominika 22 marca 2017 at 20:42

    Bardzo fajne pomysły:) Nigdy nie zapomnę jak kiedyś, bodajże pod koniec gimnazjum lub na początku liceum, roznosiłam z przyjaciółką ulotki właśnie z chwilówek. Naszym zadaniem było stać przez 2 godziny na głównej ulicy naszego miasta i rozdawać ulotki. Nie byłoby w tym nic dziwnego ani śmiesznego, gdyby nie fakt,że miałyśmy koszulki z rzucającym się w oczy napisem na piersiach „chwilówka w 15 minut” 😀 Nigdy jeszcze nie otrzymałam tylu niemoralnych propozycji co wtedy, a niektóre komentarze płci męskiej były bardzo nie na miejscu:P Ale czego się wtedy nie robiło dla tych paru groszy.;) Na inwentaryzacje tez kilka razy udało mi się pójść, ale je akurat miło wspominam, bo zawsze chodziłam z koleżanką i oprócz liczenia, często miałyśmy sporo okazji do rozmów. Pamiętam, że raz po takiej nocce w Tesco, zasnęłam na porannej lekcji religii 😉

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 22 marca 2017 at 22:51

      Ja kiedyś po całonocnej inwentaryzacji zasnęłam w autobusie do domu i obudziłam się jakieś 10 km od miejsca, gdzie powinnam wysiąść, na totalnym zadupiu… Na szczęście w miarę szybko udało mi się złapać autobus powrotny 🙂

      Odpowiedz
  • Agnieszka 1 kwietnia 2017 at 17:24

    Jako nastolatka dorabiałam na hosstesowaniu właśnie. Bardzo miło wspominam tę pracę. Również dla portfela były to miłe chwile, bo wówczas stawki były naprawdę fajne 🙂

    Odpowiedz

Skomentuj