Jak podejmować decyzje? Krótki poradnik.

Zaczyna się niewinnie: bluza z długim czy krótkim rękawem, thriller czy komedia, pizza z pieczarkami czy hawajska. Potem robi się ciekawiej: wybór szkoły, ścieżki kariery, partnera na resztę życia. Decyzje. Prawdziwa kwintesencja dorosłego życia i zmora wielu osób (na przykład moja). Żeby trochę oswoić temat przedstawiam siedem pomysłów na to, jak ułatwić sobie dokonywanie wyborów.

Ważne decyzje = obiektywne decyzje

U mnie najczęściej sprawdza się tabelka plusów i minusów dla każdej opcji. I żeby była jasność, nie chodzi o prostą matematykę i wybór opcji z największą ilością plusików. Jeśli na przykład zastanawialibyście się nad rozpoczęciem studiów „życie wśród kwiatów” (tak, kilka lat temu była taka podyplomówka na SGGW), to wada w postaci „kompletnie mnie to nie interesuje” raczej przeważyłaby nad trzema zaletami w postaci: „na nic innego się nie dostanę”, „podobno to łatwe studia, więc skończę je w terminie” i „wydział mam blisko domu, to nie muszę dojeżdżać”. Bardziej niż o zliczanie punktów chodzi o dokładne spojrzenie na zagadnienie i usystematyzowanie tego, co nam chodzi po głowie.

decyzje i notatki

Na Twoim miejscu…

Jeśli utkniecie w martwym punkcie czasem dobrze jest spojrzeć na problem z innej (mniej emocjonalnej) strony. Pomyślcie o swoim dylemacie i zastanówcie się, co doradzilibyście przyjacielowi w analogicznej sytuacji. Jakoś dziwnym trafem większość z nas jest specjalistami od cudzych spraw i cudzego życia. Tutaj pojawia się okazja, by choć raz wykorzystać to w słusznej sprawie 🙂

Na swoim miejscu!

Moim zdaniem podstawowy i najważniejszy punkt każdego procesu decyzyjnego. Zastanówcie się, które z możliwych rozwiązań są po prostu Wasze – nie wynikają z presji znajomych czy rodziny ani z tego, że tak wypada. Nawet jeśli Wasz wybór będzie nie po czyjeś myśli, to przecież nikt za Was życia nie przeżyje. Klasyk gatunku w tym temacie to wybieranie studiów pod dyktando rodziców. Wszystko fajnie, przy dużej dozie samozaparcia można skończyć takie studia dostając od mamy i taty pochwałę za każdą dobrą ocenę w indeksie. Niestety kiedy zacznie się proza zawodowego życia po studiach duma rodziców to może być trochę za mało by Was uszczęśliwić. Zwłaszcza w chwili, gdy uświadomicie sobie ile innych rzeczy moglibyście w danej chwili robić kierując się te pięć lat wcześniej własnym zdaniem.

decyzje z perspektywy czasu

Z perspektywy czasu

Osoby, które mnie znają dobrze wiedzą, że podchodzę z dystansem (jak ładnie udało mi się to ująć) do wszelkich motywacyjnych wykładów, do coachów, trenerów rozwoju i mówców motywacyjnych. Bije się jednak w pierś i przyznaję, że wśród wielu frazesów jakie pojawiają się na tego typu spotkaniach trafiają się czasem sensowne idee. W tym wypadku jest to wyobrażenie sobie siebie za rok, pięć czy piętnaście lat. Pomyślcie, jak chcielibyście, żeby wyglądało wtedy Wasze życie. Kiedy już puścicie wodze fantazji zastanówcie się, jak decyzja, którą podejmujecie ma się do tej perspektywy. Które opcje mogą Wam pomóc w osiągnięciu celów, a które Was od nich oddalą. A może dojdziecie do wniosku, że ta sprawa za kilka lat nie będzie już tak ważna i nie ma sensu się nią aż tak przejmować 🙂

Opcje, więcej opcji

Dla równowagi teraz będzie coś wbrew kanonom mów motywacyjnym: czasem musimy wybrać mniejsze zło i naprawdę nie ma dobrej opcji. Kropka. Na szczęście w wielu sytuacjach można pomyśleć o jakieś dodatkowej furtce, więc jeśli naprawdę utknęliście w obliczu wyboru między złym a kiepskim to zostawcie na razie dostępne możliwości i pomyślcie o czymś jeszcze. Przykładowo jeśli nie możecie wybrać czy iść na studia czy do pracy, to może rok przerwy będzie opcją dla Was?

na rozdrożu

Słowo się rzekło

Teraz najtrudniejszy punkt programu. Załóżmy, że skorzystaliście z któreś z powyższych wskazówek, przetrawiliście problem i udało się! Wiecie już, że macie ochotę raczej na capriciosę niż hawajską. Zamawiacie, mija godzinka, pizza przyjeżdża i wreszcie można rozkoszować się smakiem. No właśnie – rozkoszujecie się czy nadal zastanawiacie się, czy pizza z ananasem nie byłaby lepsza? „A co by było gdyby” – tak można najkrócej podsumować ten problem. Gorąco zachęcam – porzućcie takie myślenie. Czy nie jesteście najlepszymi specjalistami od własnych spraw? I czy to nie właśnie Wy potraficie się najlepiej o siebie zatroszczyć? W takim razie również Wasze decyzje są najlepszymi, jakich możecie dla siebie chcieć.

Oczywiście nie mam na myśli upartego tkwienia w czymś, co nie jest dla Was dobre. Na przykład jeśli zaczęliście studia psychologiczne i orientujecie się, że szczerze nie lubicie kontaktu z ludźmi to może faktycznie informatyka byłaby lepszym wyborem i czas zrewidować dotychczasowe myślenie o studiach 🙂 W przeważającej większości dylematów jednak „co by było gdyby” to nic innego jak roztrząsanie nieistotnych niuansów.


A jak to wygląda u Was? Podejmowanie decyzji przychodzi Wam łatwo? Podzielcie się proszę swoimi patentami na tę okoliczność.

15 komentarzy

  • Nacia 14 marca 2017 at 09:33

    Generalnie w decyzje jestem słaba, ale mam jeden sposób, który świetnie sprawdza się w wyborach pomiędzy dwiema opcjami. Po prostu rzucam monetą. I w tę króciutką chwilę kiedy moneta jest w górze uświadamiam sobie, na którą stronę bym chciała żeby spadła. Niby proste, może troszkę głupie, ale u mnie się sprawdza 😉

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 14 marca 2017 at 09:53

      Nacia – genialne! Pamiętam, że kiedyś też tak robiłam, a potem jakoś zupełnie o tym zapomniałam. Dziękuję za przypomnienie 🙂

      Odpowiedz
    • Sandra 14 marca 2017 at 17:01

      Fantastyczne podejście do sprawy! Podbieram. 🙂

      Odpowiedz
    • Asia 3city 16 marca 2017 at 11:01

      Dokładnie, przecież tak naprawdę każdy z nas dobrze wie czego chce, tylko często jest to gdzieś ukryte, głęboko zakopane w nieświadomości… W sytuacjach, gdy metoda z monetą się nie sprawdza, bo w głowie jest totalny mętlik, po prostu siadam, zamykam oczy i medytuję. Tak długo, aż wiem co robić.
      PS.
      Bardzo fajny blog, będę zaglądać, pozdrawiam 😉

      Odpowiedz
    • Dominika 17 marca 2017 at 07:10

      Ja też ukradnę!:) Skojarzyło mi się z tym, że czasem jak pytam bliską mi osobę o to, którą z dwóch opcji radzi mi wybrać, to oczekuję od niego, że potwierdzi mi tą, w kierunku której się bardziej lub mniej świadomie skłaniam:)

      Odpowiedz
  • Julka 14 marca 2017 at 11:53

    Podejmowanie decyzji to u mnie tragedia… bardzo często się z tym zmagam gdy chodzę choćby prozaicznie po sklepach i nagle znajduję fajną rzecz- ładna, podoba mi się, choć nie jest jakaś szałowa, a z drugiej strony zastanawiam się po co mi to… wtedy dochodzi pomysł „pójdę do innych sklepów, najwyżej po nią wrócę”, gdy wracam nigdy jej już nie ma i sprawa rozwiązana w tej kwestii, a ja się cieszę ze nie wydałam pieniędzy 😀

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 15 marca 2017 at 06:39

      Ja mam bardzo podobnie z butami: chodzę, chodzę, nie mogę się zdecydować aż w końcu nie ma już w czym wybierać a ja się orientuję, że nie mam potrzebnych butów…

      Odpowiedz
  • Kasiek 14 marca 2017 at 13:13

    Ja mam gigantyczny problem z podejmowaniem decyzji… czasem końcy się na tym ze decyduje przypadek. A myślenie, co by było gdyby… ahh zmora!

    Odpowiedz
  • Katarzyna Grzebyk 16 marca 2017 at 14:00

    W sprawach drobnych (tj. kolor bluzki, rodzaj torebki, książka, film itp.) jestem zdecydowana. Wiem, czego chcę. Natomiast w kwestii np. wyboru koloru tynku na elewację domu sprawa się komplikuje:-) Mamy np. 30 odcieni kolory jasnożółty…:-) W takich przypadkach, tak jak piszesz na końcu, nawet jeśli nie jestem do końca zadowolona z podjętej decyzji, po prostu nie rozmieniam na dobre. Akceptuję ją, bo wiem, że takie myślenie, „a co by było gdyby” mogłoby czasem dobić;-)

    Odpowiedz
  • Dominika 17 marca 2017 at 07:03

    Nie ukrywam, że szybkie podejmowanie decyzji nie jest moją mocną stroną. Chociaż mam podobnie jak Katarzyna, te drobne podejmuję raczej bez problemu a w „grubszych” sprawach muszę się dość długo zastanawiać. Przyszło mi jeszcze do głowy coś, co robię już po podjęciu decyzji, czyli przekonywanie siebie, że opcja którą wybrałam ma znacznie więcej plusów niż ta odrzucona, a ta odrzucona zaczyna mi się wydawać niekiedy nawet bardzo głupim pomysłem.;) Witaj racjonalizacjo:)

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 17 marca 2017 at 07:39

      Racjonalizacja w służbie człowieka, o to chodzi! I to może być recepta dla wszystkich ogarniętych „podecyzyjnym gdybaniem” 🙂

      Odpowiedz
  • Kamil Zaspa-Łabędzki 18 marca 2017 at 00:07

    Dla mnie podejmowanie trudnych decyzji ,to walka z samym sobą.
    Na szczęście odkryłem że tak naprawdę nie ma złych wyborów,jeśli one rzeczywiście pochodzą od nas.😉

    Odpowiedz
  • Agnieszka 2 kwietnia 2017 at 18:42

    W sprawach błahych z podejmowaniem decyzji nie mam problemu – nawet idzie mi to szybko i sprawnie. Problem zaczyna się przy decyzjach trudniejszych – niby robię plusy i minusy, niby analizuję a jednak podejmuję decyzję z niepewnością a co za tym idzie zawsze zostaje w mojej głowie pytanie- czy dobrze zrobiłam? Świetnie zdaję sobię sprawę, gdzie leży problem – wyłania się tu prześladujące mnie czasem widmo perfekcjonizmu – bo zawsze chcę, by było jak najlepiej, a czasem wystarczy, żeby było po prostu dobrze i nad tym muszę popracować.

    Odpowiedz
  • MaciejKa 12 kwietnia 2017 at 20:14

    A ja sobie robię Analizę SWOT. Pomaga w podejmowaniu decyzji i planowaniu na przyszłość różnych spraw 🙂

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 12 kwietnia 2017 at 21:57

      O, a mógłbyś napisać o tym coś więcej? Przyznam, że musiałam zapytać wujka google czym jest analiza SWOT 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj