Kto rano wstaje, ten się nie wysypia? Przeżyć poranek.

Budzik dzwoni, brzęcząca melodyjka wbija Wam się w głowę jak młot pneumatyczny w stary asfalt. Naciskacie drzemkę, potem kolejną i jeszcze jedną aż w końcu zwlekacie się z łóżka zastanawiając się, za jakie grzechy Was to spotyka. Rzucacie ostatnie tęskne spojrzenie poduszce i na pełnym przyspieszeniu szykujecie się do wyjścia, wszak już jesteście spóźnieni. Znacie to? A gdyby tak rozegrać to odrobinę inaczej?

Nie będę demonizować pisząc, że jaki poranek taki cały dzień i że jeśli nie zadbacie o siebie po wstaniu z łóżka to wszystko stracone. Jestem zdecydowanie daleka od wygłaszania takich sądów, a jedyne o czym sama marzę rano to przytulanie głowy do poduszki przez resztę dnia. Aktualnie moje poranki wyglądają nieco inaczej niż dotychczas (niestety też zazwyczaj zaczynają się wcześniej niż do tej pory) i podyktowane są głównie tym, czego zażyczy sobie nasz Mały Książę. W okresie chodzenia do pracy udało mi się jednak wypracować sprawny system wychodzenia z domu z uwzględnieniem niezbędnych punktów programu i zamykający się w 30 minutach. O tym jak to możliwe – poniżej.

Co masz zrobić rano zrób wieczorem

Mój priorytet na rano to maksymalna oszczędność czasu bez rezygnowania z ważnych rzeczy. Dlatego staram się naszykować dzień wcześniej co tylko mogę: pakuję torbę, wybieram mniej więcej co na siebie założę, szykuję śniadanie i drugie śniadanie. Co ciekawe, to co w porannym amoku zajmowało mi dziesięć minut wieczorem spokojnie zdążę zrobić w pięć. Podwójna oszczędność czasu!
A skoro jesteśmy przy tym, co można zrobić wieczorem by umilić sobie poranek dnia kolejnego to najlepiej byłoby po prostu pójść wcześniej spać. Naprawdę nie można zrobić dla siebie nic lepszego, tylko jakoś dziwnym trafem rzadko kiedy się to udaje…

Śniadanie – czy aby na pewno nie jest przereklamowane?

Domyślam się, że możecie mieć ambiwalentne podejście do jedzenia śniadania przed wyjściem. Dla mnie to chyba najważniejsze porankowe odkrycie i najprostsza metoda, by mieć siłę na zmaganie się z całym dniem. W zgodzie z poprzednim punktem moje śniadania zazwyczaj powstają wieczór wcześniej, rano tylko je podgrzewam (jeśli jest taka potrzeba) i dodaję owoce czy bakalie. Na moim stole królują słodkości: budyń jaglany, owsianka z owocami, truskawkowa gryczanka. Wiadomo, to już kwestia gustu. Planując posiłki weźcie pod uwagę swój smak, możliwość przygotowania dania dzień wcześniej lub czas przygotowania go o poranku.

A co jeśli śniadanie Wam nie wchodzi?

Wiele osób oburza się na moją śniadaniową krucjatę mówiąc, że nic im rano nie wchodzi. Bułka staje w gardle a płatki na mleku powodują odruch wymiotny. Taki bunt organizmu zdecydowanie nie zachęca do jedzenia. Proponuję w takiej sytuacji zacząć od małych kroków: zamiast wielkiej buły kilka kęsów delikatnej kanapki, zamiast wiadra płatków mała miseczka. Niezłą opcją może być też spróbowanie czegoś innego niż jedliście do tej pory. Sama nie jestem w stanie wcisnąć w siebie o świcie kanapek, za to słodkie, mleczne przetwory jak najbardziej. Dobrym pomysłem (choćby ze względu na konsystencję i lekkość) mogą się okazać koktajle. Jeśli przygotujecie je na bazie mleka czy kefiru, z dodatkiem słodkich owoców i namoczonych wcześniej otrębów czy płatków owsianych możecie się naprawdę najeść do syta (co powiecie na czekoladowy koktajl z tego przepisu?).

Krótki rozruch – czy aby nie szkoda czasu?

Na amerykańskich filmach korpo-ludzie zawsze mają rano czas na jogging i rozciąganie, pół godzinki wymyślnych jogińskich figur na macie to zupełne minimum. I nie powiem, to musi być naprawdę fajne i dające kopa na cały dzień. Tylko nie bardzo to sobie wyobrażam w polskich realiach, gdzie większość z nas zaczyna pracę czy zajęcia o barbarzyńsko wczesnych godzinach. No dobra, codziennie o świcie widzę przez okno te ambitne jednostki, ale to nadal nie dla mnie. Za to symboliczne 5 minut machania ręką czy nogą to już coś innego. I choć wiem, że w żaden sposób nie zbuduje to u mnie formy maratończyka i gibkości człowieka-gumy to naprawdę czuję się mniej pospinana w ciągu dnia po kilku przysiadach, skłonach i wymachach ramion o poranku.

Coś miłego na dobry początek

Jak wspominałam na wstępie oszczędność czasu rano to dla mnie priorytet, dlatego rozbudowane miłe rytuały nie mają u mnie racji bytu. I znów, jeśli ktoś ma czas rano pomedytować, poczytać czy napisać kawałek pamiętnika to fajnie, domyślam się, że takie oczyszczenie i usystematyzowanie myśli może zdziałać cuda. Jeśli jednak wolicie pospać te kilka minutek dłużej możecie wybrać coś mniej angażującego, jak włączenie sobie ulubionej muzyki czy krótkiego filmiku do śniadania. Wiele osób zaczyna dzień od wypowiadania lub czytania afirmacji, czyli krótkich, pozytywnych zdań o sobie czy życiu (np. „jestem szczęśliwa” lub „czuję się bezpiecznie i swobodnie”). Niezaprzeczalnie nasz sposób myślenia wpływa na emocje i zachowanie, natomiast wypróbujcie sami czy akurat taka forma dialogu ze sobą Wam pasuje.

W zasadzie to tyle. Tak jak wspomniałam na początku, mój poranek jest raczej minimalistyczny, choć zazdroszczę czasem tym, którzy mogą sobie pozwolić na totalny luz i szykowanie się dwie godziny.

A jakie są Wasze patenty na początek dnia? Możecie sobie pozwolić na celebrowanie każdej chwili czy wybiegacie z domu w pośpiechu?

7 komentarzy

  • czytelniczka 2 marca 2017 at 11:27

    Wczoraj jak zwykle obiecałam sobie, że rano wstane wcześniej i będę mieć czas na wszystko. Dziś jak zwykle miotałam sie po domu i na pociąg jak zwykle musiałam już niemalże biec a nie iść. Może Twoje sposoby pomogą ni usystematyzować poranki, kilka na pewno wypróbuje;) a od siebie dorzucę jeszcze, że żeby rano łatwiej było wstać wieczorem odnajduję jakoś miłą rzecz, którą mam zaplanowaną na dzień kolejny i rano przy wstawaniu myślę o niej. I jakoś łatwiej opuścić mi kochane łóżeczko z tą dobrą wizją:)

    Odpowiedz
  • Anna 2 marca 2017 at 20:59

    Grunt to przygotowywać sobie ciuchy wieczorem, zawsze tak robię, mnóstwo zaoszczędzonego czasu i brak wywalonej szafy rano w pośpiechu 🙂

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 2 marca 2017 at 22:18

      Zgadzam się w stu procentach!

      Odpowiedz
  • Aleksandra 7 marca 2017 at 21:26

    Mój odwieczny problem, z którym mimo wielu starań nie mogę sobie poradzić w 100%… To straszne, że twierdzenie: „ciało dąży do minimum energii” jest takie prawdziwe 🙁 najgorzej jest jesienią i zimą, ale w cieplejsze dni wstawanie jest znacznie przyjemniejsze

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 9 marca 2017 at 19:57

      Na szczęście wiosenna aura działa teraz na naszą korzyść 🙂

      Odpowiedz
  • Sandra 7 marca 2017 at 21:28

    Jeeej, te poranne rytuały i ciągłe próby udoskonalania poranka. Znam, znam. Jeszcze co prawda nie udaje mi się zjeść śniadania w domu, ale nie wychodzę bez niego z domu i w pracy zjadam je razem z pierwszymi mailami. I muszę pochwalić się, że zaczęłam wprowadzać poranne bieganie do mojego życia. Łatwo nie jest ale jestem z siebie totalnie dumna i robi mi to dzień. Polecam! 😉 (zobaczymy na jak długo wystarczy mi motywacji… w razie czego liczę na Ciebie!! )

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 9 marca 2017 at 19:58

      Sandra, brawo Ty! Następnym razem jak wyjrzę rano przez okno i zobaczę biegaczy wylewających siódme poty pomyślę o Tobie 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj