7 największych mitów o psychologach

Mam wrażenie, że w ostatnim czasie tabu związane z korzystaniem z pomocy psychologicznej powolutku (bardzo powolutku) maleje. A jednak zawód psychologa nadal owiany jest aurą tajemniczości i dlatego dziś prezentuję Wam 7 mitów o psychologach oraz rozwiewam wątpliwości z nimi związane.

1. Czytamy w myślach.

Mój niekwestionowany faworyt w klasyfikacji. Nie pomylę się chyba, jeśli powiem, że każdy psycholog na jakimś etapie swojej kariery się z tym spotkał. Nie zliczę ile razy, kiedy na jakieś studenckiej, niepsychologicznej imprezie pojawiało się nieśmiertelne pytanie „co studiujesz” moja odpowiedź mroziła krew w żyłach rozmówcy. Zaraz potem pojawiały się teksty w stylu „ooo, to nie muszę Ci nic mówić, bo i tak wszystko wiesz” albo „eee, nie gadam z Tobą, bo zaraz przejrzysz mnie na wylot”. Swoją drogą ciekawe jest, w jaki sposób nabywamy tą niezwykłą umiejętność, skoro już studenci pierwszego roku są o nią posądzani. Może odbieramy ją razem z indeksem? A teraz na poważnie. Moi drodzy, czy gdybyśmy mieli taką super moc nie panowalibyśmy już nad światem? 😀 Nie bylibyśmy bogaci i wpływowi? Tymczasem jakby mało było tego, że wielu z nas pracuje za najniższą krajową to wielu z nas płaci, by móc gdzieś odbyć praktyki lub staż (termin „płatny staż” nabiera tu zupełnie nowego znaczenia).

2. Zostaliśmy psychologami, bo sami mamy problemy.

Studiowanie psychologii nie jest chyba najłatwiejszym sposobem rozwiązania osobistych trudności. Co by nie mówić to jednak skończenie takich studiów wiąże się z pewnym wysiłkiem: pięć lat zajęć, sesji, egzaminów, kolokwiów i prac zaliczeniowych, uwieńczone egzaminem magisterskim i obroną pracy. Chyba łatwiej byłoby odłożyć trochę kasy i pójść do specjalisty. Albo odczekać w kolejce na wizytę refundowaną przez NFZ. Ale uwaga, prawda jest taka, że my mamy problemy! Tak jak mają je lekarze, prawnicy, kierowcy, urzędnicy i bezrobotni. Nie znam żadnych badań, które pokazywałyby, że osoby wybierające psychologię są jakimś wyjątkiem pod tym względem (jeśli Wy natrafiliście gdzieś na takie wyniki dajcie znać, chętnie się z nimi zapoznam). Pewna różnica między psychologami i nie-psychologami może występować natomiast jeśli chodzi o świadomość własnych ograniczeń oraz wysiłki, by je zmniejszyć. W ramach kształcenie (na studiach i później) uczestniczymy w różnorakich formach pracy nad sobą. Na moich studiach (IPS UJ) były to dwa semestralne treningi psychologiczne, podczas kursu terapii poznawczo-behawioralnej czekają mnie dwa czterodniowe treningi i minimum 50 godzin terapii własnej.

I na tym w zasadzie powinnam zakończyć ten akapit, ale nie mogę powstrzymać się przed medycznym sucharem, który głosi, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko niezdiagnozowani. Haha.

3. Leczymy naszych znajomych.

Kolejny tekst, który musi usłyszeć każdy przyszły psycholog: „Studiujesz psychologie? To jak się obronisz przyjdę do Ciebie na terapię”. Pomijając już umiejętność prowadzenia jakiejkolwiek terapii zaraz po skończeniu studiów psychologicznych to z zasady nie przyjmujemy naszej rodziny, przyjaciół, znajomych. I to nie dlatego, że jesteśmy źli, pazerni i nie chcemy pomóc naszym bliskim. Takie są standardy naszej pracy – nie prowadzimy konsultacji dla znajomych. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka, odniosę się tylko do tego, że takie pomieszanie ról miałoby zły wpływ zarówno na jakość pomocy psychologicznej jak i na przyjacielskie relacje. A jeśli ktoś z naszych bliskich faktycznie potrzebuje spotkania z profesjonalistą pomagamy chociażby wskazując, gdzie po taką poradę można się udać.

4. Potrafimy zdiagnozować każdego w kilka minut i to bez żadnych narzędzi.

To chyba pokłosie punktu pierwszego. I jestem nawet w stanie zrozumieć kogoś, kto podczas pierwszej rozmowy mówi: „zdiagnozuj mnie, powiedz jaki jestem”. Na szczęście zazwyczaj udaje się to szybko wyjaśnić, pośmieszkować wspólnie z mitu o czytaniu w myślach i przejść do rozmowy na inne tematy. Rozumiem też, że niektórzy pacjenci mają o nas takie wyobrażenie. Jeśli ktoś idzie do psychologa po raz pierwszy to przecież może nie wiedzieć, czego się spodziewać a naszym naszym zadaniem jest wytłumaczenie na czym polega spotkanie z psychologiem, co możemy zaoferować a co jest niemożliwe.

Prawdziwe schody pojawiają się, kiedy to pracodawca ma wobec psychologa nierealne oczekiwania. Po rozmowach z koleżankami po fachu wiem, jakie mam szczęście, że mnie to nigdy nie spotkało. Niestety, nierzadko zdarza się, że psycholog nie ma do dyspozycji żadnych narzędzi badawczych (no bo po co pracodawca ma coś kupić?) a jego zadaniem jest diagnostyka. Wyobrażacie sobie zbadacie ilorazu inteligencji na oko? A badanie neuropsychologiczne procesów takich jak pamięć czy uwaga?

5. Jesteśmy „przyjaciółmi za pieniądze”.

To chyba najbardziej krzywdząca opinia o moim zawodzie z jaką dotychczas się spotkałam. Określenie to pada zazwyczaj w kontekście prowadzenia psychoterapii i odpowiada wyobrażeniom, jakie ma część społeczeństwa na temat tej formy pomocy. Wielu osobom wydaje się, że psychoterapia to takie koleżeńskie spotkanie, gdzie można się wygadać z problemów albo pogadać o głupotach. Tylko czy naprawdę potrzeba aż 5 lat studiów i minimum 4 lat szkolenia w psychoterapii by sobie po koleżeńsku pogadać? I czy taka pogawędka byłaby skuteczną metodą leczenia? W literaturze fachowej aż roi się od artykułów nt. skuteczności psychoterapii i wierzcie mi, to nie są artykuły o tym jak działa koleżeńska pogawędka.

Żeby była jasność, nie neguję wartości, jaką niesie nieformalna pomoc psychologiczna (czyli właśnie m. in. wygadanie się przyjaciołom), bo to w zasadzie podstawa psycho-pomocy, z której korzysta i której udziela większość z nas. Jeśli jednak takie formy wsparcia nie wystarczają potrzebne jest fachowe wsparcie i wygląda ono zgoła inaczej. To trochę jakby porównywać picie herbaty z malinami z antybiotykoterapią 😉

6. Znamy się na wszystkim…

… dlatego możemy prowadzić terapię, doradztwo i szkolenia, udzielać wsparcia pacjentom chorym somatycznie, prowadzić grupy na oddziałach psychiatrycznych, pracować w szkole, przedszkolu i więzieniu, pisać opinie dla sądu i prowadzić rehabilitację osób po udarze. Nie zapominajmy jeszcze o HR-ach, reklamie, byciu ekspertem „Rozmów w toku” i wielu, wielu innych rzeczach, które psycholog robić może i potrafi. Tak, dokładnie tymi rzeczami się zajmujemy (no może poza „Rozmowami w toku”, bo zdjęli je już z anteny). Tylko powiedzmy sobie
szczerze, nie znajdziecie dobrego psychologa, który będzie się specjalizował jednocześnie w tych wszystkich obszarach. Są niestety gabinety (i aż mnie korci, żeby napisać o kogo chodzi, ale chyba nie powinnam), które mają w swojej ofercie wszystko, co tylko sobie wymyślicie. A jeśli tego nie mają, to na pewno specjalnie dla Was (za drobną acz godziwą opłatą) mogą mieć. Tylko zastanówcie się, czy jedna osoba może ogarniać tyle różnych tematów na godziwym poziomie.

Idąc dalej tym tropem, jeśli macie znajomego psychologa, który zajmuje się wspomaganiem rozwoju małych dzieci, to nie bądźcie zdziwieni, że nie przyjmie Waszej babci na badanie pamięci. Wszyscy mamy jakiś zasób wiedzy ze wszystkich głównych działów psychologii (po coś są te studia), ale za każdym razem rozpoczęcie pracy w zupełnie nowym obszarze wymaga od nas pewnego douczenia. To trochę podobnie jak z lekarzami, raczej mało kto ze złamaną ręką będzie szukał pomocy u proktologa 🙂

7. Wykorzystujemy wiedzę psychologiczną do manipulowania otoczeniem.

Analogicznie jak w punkcie pierwszym mam ochotę zapytać: gdzie moje bogactwo, władza i prestiż? No chociaż jedna z tych rzeczy! Gdybyśmy byli pozbawionymi sumienia mistrzami manipulacji naprawdę świat byłby nasz. Prawdą jest oczywiście to, że mamy wiedzę na temat działania ludzkiej psychiki oraz różnorodnych mechanizmów społecznych. Znamy również teorie dotyczące wpływu społecznego (a Wy możecie je pokrótce poznać w moim artykule „Jak dajesz się zmanipulować”). Nie uczą nas natomiast jak robić pranie mózgu. Poza tym wydaje mi się, że ludzie naprawdę nie po to studiują psychologię 🙂


A czy Wy znacie jakieś mity o psychologach? A może są jakieś zdania na temat mojego zawodu, które chcielibyście zweryfikować, bo sami nie wiecie, czy warto w nie wierzyć? Czekam na informację w komentarzach, trzymajcie się!

2 komentarze

  • Seba 26 lutego 2017 at 22:37

    Zbadanie ilorazu inteligencji „na oko” w niektórych przypadkach jest chyba możliwe…;)

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 26 lutego 2017 at 22:49

      Hmm, zależy chyba z jaką dokładnością. Ja się w każdym razie nie podejmuję 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj