Czym jest superwizja i dlaczego jest tak ważna?

Jeśli kiedykolwiek trafiliście na stronę internetową jakiegoś psychoterapeuty jest duża szansa, że spotkaliście się ze standardową formułą: „swoją pracę poddaję regularnej superwizji”. Mam nadzieję, że za kilka lat uda mi się zostać psychoterapeutką i sama zamieszczę takie zdanie na swojej stronie. Problem polega na tym, że mimo że brzmi to całkiem profesjonalnie większości potencjalnych pacjentów/klientów* nic to nie mówi i naprawdę mało kto tłumaczy czym jest ta tajemnicza superwizja. Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis rozwieje wszelkie wątpliwości oraz uczuli Was na to, by sprawdzać, czy specjalista do którego się zgłaszacie korzysta z superwizji.

Superwizja – o co właściwie chodzi?

Superwizja jest metodą stosowaną nie tylko w psychoterapii (także w psychologii, pracy socjalnej i wielu innych dziedzinach), jednak ze względu na moje doświadczenia dziś będzie o superwizji w psychoterapii. Co więcej będę bazować przede wszystkim na terapii poznawczo-behawioralnej, w której sama się szkolę. Zakładam, że w innych podejściach terapeutycznych (a jest ich naprawdę sporo i chyba będzie to dobry temat na kolejny wpis) mogą występować pewne różnice, natomiast podstawowe założenia i cele są wspólne.

Superwizja to nic innego jak rodzaj konsultacji dla psychoterapeuty. Jej podstawowym i nadrzędnym celem jest dobro pacjentów. Superwizor czuwa nad jakością prowadzonej terapii. Razem z terapeutą przygląda się procesowi stawiania diagnozy, uzgadniania celów terapii, doboru i zastosowania technik a nawet temu, co dzieje się w relacji między terapeutą a pacjentem. Jednocześnie superwizja pomaga terapeucie podnosić kwalifikacje oraz daje wsparcie, kiedy w terapii pojawiają się trudności.

superwizja

Czy to oznacza, że terapeuta pod superwizją to terapeuta niedoczuony/niekompetentny?

Być może przyszło Wam na myśl, że skoro terapeuta potrzebuje takich konsultacji, to znak, że jest kiepski w tym co robi. Wręcz przeciwnie. Korzystanie z superwizji jest oznaką profesjonalnego podejścia do wykonywanego zawodu, to dowód znajomości i przestrzegania standardów. Psychoterapia jest bardzo specyficzną metodą leczenia, terapeuta wykorzystuje w niej nie tylko różnorodne techniki ale również swoje zasoby osobowościowe. I chyba właśnie dlatego tak nieocenione jest korzystanie z pomocy dobrego superwizora.

A kim jest superwizor?

Superwizor to osoba, która posiada certyfikat psychoterapeuty i praktykuje pracę z pacjentami przez co najmniej kilka lat. Ponadto ukończyła certyfikowane szkolenie dla superwizorów, podczas którego uczyła się i praktykowała pod okiem specjalistów. Zadaniem superwizora jest przyjrzenie się razem z terapeutą jego pracy i pomoc w rozwiązywaniu pojawiających się trudności. Takie spotkanie pomaga zyskać nową, szerszą perspektywę i zwiększa efektywność terapii.

Jak to wygląda w praktyce?

Superwizja może mieć formę spotkań indywidualnych bądź grupowych (wtedy uczestniczą w niej również inni terapeuci). Wszystkich uczestników takiego spotkania obowiązuje tajemnica zawodowa, poza superwizją terapeuci nie omawiają nigdzie i z nikim historii swoich pacjentów. Niekiedy podczas superwizji prezentowane są nagrania audio bądź wideo z sesji terapeutycznych, zawsze odbywa się to za zgodą pacjenta (zgoda dotyczy nie tylko prezentacji nagrania podczas superwizji ale samego nagrywania, czasu i sposobu przechowywaniu nagrań
itp.). Dobry terapeuta nie przychodzi „z marszu” na superwizję: wcześniej wybiera najważniejsze tematy do poruszenia, przygotowuje sobie pytania, zastanawia się co mogłoby pomóc w uzyskaniu jak najlepszej jakości prowadzonej terapii.

Podsumowując: superwizja to podstawa!

Mam nadzieję, że teraz superwizja jest dla Was bardziej zrozumiałym procesem. Tak naprawdę to jeden z filarów pracy psychoterapeuty, obok profesjonalnego wyszkolenia i przejścia terapii własnej (tak, terapeuci sami korzystają z terapii). Pamiętajcie, że jeśli znajdziecie się kiedyś w roli pacjenta macie prawo uzyskać informację u kogo superwizuje się Wasz terapeuta. Możecie również zweryfikować tę informację poprzez kontakt z superwizorem.


*W zależności od podejścia w literaturze i praktyce spotykamy się zamiennie z określeniem pacjent i klient. Na potrzeby dzisiejszego artykułu będę posługiwać się bardziej tradycyjnym terminem pacjent.

5 komentarzy

  • Adriana 24 lutego 2017 at 12:48

    O, widzisz, a ja zawsze myślałam, że superwizja to rodzaj terapii dla terapeuty. Dziękuję za rozproszenie mroków niewiedzy:)

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 25 lutego 2017 at 14:58

      Nie ma za co, zawsze bardzo chętnie opowiadam o swoim zawodzie.
      Z terapii terapeuci również korzystają – najpierw obowiązkowo podczas szkolenia (w wymogach do certyfikatu jest określone minimum godzin), potem już w miarę potrzeby. Może się również zdarzyć, że superwizor zauważy, że u terapeuty występuje jakiś problem mający wpływ na pracę z pacjentami i zasugeruje, żeby terapeuta popracował nad tym podczas swojej terapii.

      Odpowiedz
  • Robert 4 czerwca 2020 at 00:40

    A co, jeżeli osoba podająca się za superwizora nie jest psychiatrą a więc i traumatologiem. Jej działania są oparte o leki psychotropowe po których zdrowe dzieci w sierocińcu zamieniają się w chore, padają w epilepsji na podłogę, zapowiadają samobójstwa by w końcu po szkołach specjalnych znależć ukojenie w domu wariatów. To autentyk z Gdańska.

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 4 czerwca 2020 at 13:45

      Superwizor nie musi być psychiatrą, to może być również np. psycholog. Zawsze natomiast jest to psychoterapeuta, który po certyfikacji w zakresie psychoterapii i zdobyciu odpowiedniej praktyki ukończył dodatkowo szkolenie w zakresie superwizji.
      Bardzo niepokojąco brzmi historia, o której Pan pisze. Natomiast nadużycia, o których Pan wspomina jak rozumiem nie leżą w zakresie działań superwizyjnych (czyli związanych ze wsparciem i nadzorowaniem innych terapeutów), a z leczeniem dzieci. Zakładam, że osoba, o której Pan pisze jest z wykształcenia lekarzem (bo tylko lekarz może przepisać leki), a zatem tego rodzaju nadużycia można zgłosić m.in. do miejsca zatrudnienia lekarza (szpital, poradnia lub jak rozumiem w tym przypadku Dom dziecka), do Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy Okręgowej Izby Lekarskiej lub do Narodowego Funduszu Zdrowia.

      Odpowiedz
      • Robert 4 czerwca 2020 at 17:34

        Nie, ta osoba nie jest lekarzem ale psychologiem. Torgetol, Rispolept, Hydroxyzynę i Bóg wie co jeszcze przepisuje jej koleżanka. Dom dziecka jest w prywatnej fundacji a tam liczy się tylko pieniądz. Ta osoba publicznie twierdzi że jest prezeską światowej organizacji psychoterapeutów z siedzibą w Monachium. Podobno osobiście zna Freuda…. Panie kradną społeczne dopłaty z tytułu ustawy z 9 czerwca 2011 r. której nie stosują. To są ogromne kwoty, bo skórka dziecka zdrowego miesięcznie wnosi 5 tys. zł. Takiego z orzeczeniem to już 8 tys. zł. Czy trzeba dodawać, że każde dziecko czeka na orzeczenie po lekach?
        Co się dzieje z tymi ludźmi? Oczywiście zgłosiłem wyłudzenia, bo losem dzieci nikt się nie przejmuje, a dzieją się tam rzeczy okropne.

        Odpowiedz

Skomentuj