Czy zepchniesz przechodnia na tory?

Rozpędzony do granic możliwości wagonik kolejowy pędzi po torach wprost na pięć osób. Nie możesz ich w żaden sposób ostrzec i już wiesz, że zaraz zginą. Możesz jednak przestawić zwrotnicę i skierować wagonik na boczny tor, gdzie zabije tylko jedną osobę. Co robisz?

Wbrew pozorom nie budzisz się oblany potem, bo to nie koszmar senny a jeden z najsłynniejszych dylematów moralnych, stworzony przez Philippę Foot (wygląda na to, że filozofom udaje się czasem wymyślić coś ciekawego i zrozumiałego dla przeciętnego Kowalskiego).

A teraz wyobraź sobie, że obserwujesz rozpędzony wagonik stojąc na kładce nad torami. I znów znana filozofka zaplanowała uśmiercenie pięciu osób znajdujących się na torach. I znów możesz je uratować. Obok Ciebie stoi bardzo słusznej postury nieznajomy. Możesz go zepchnąć z kładki i zatrzymać morderczy wagonik kosztem jego życia. Co zrobisz tym razem?

Jeśli myślisz jak większość (a dokładniej 89% ankietowanych) zdecydowałeś się na przesunięcie zwrotnicy i ocalenie pięciu osób kosztem jednego nieznajomego. Zakładam jednak, że z dużo większym trudem przyszłoby Ci zepchnięcie grubasa z kładki (raptem 11% badanych się na to decyduje). W obu przypadkach możemy ocalić życie pięciu osób doprowadzając do śmierci jednej. Wszyscy bohaterowie dylematów są nam tak samo obcy, więc względy osobiste nie odgrywają żadnej roli. Skąd więc taka rozbieżność decyzji?

Nie jestem pierwszą osobą, która zadała sobie to pytanie, a lata filozoficznych rozważań przyniosły multum odpowiedzi. Jak zweryfikować ich poprawność? Na pomoc filozofii przychodzi prawdziwa, z krwi i kości nauka! A konkretniej zastosowanie metod neuroobrazowania (m.in. za pomocą funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, fMRI). Krótko o tej metodzie już za chwilę.

Joshua Green i jego współpracownicy z Departamentu Psychologii Uniwersytetu Harvarda postawili hipotezę, że myśl o zepchnięciu kogoś z kładki i zabicie go „własnymi rękoma” (a zatem w bezpośredni i osobisty sposób) jest bardziej poruszająca emocjonalnie niż myśl o zabiciu kogoś w efekcie przesunięcia zwrotnicy (czyli w sposób pośredni, mniej osobisty). Emocjonalne zaangażowanie ma wyjaśniać odmienność decyzji w opisanych wcześniej sytuacjach. Ewolucyjnie jesteśmy zaprogramowani, by reagować na przemoc interpersonalną. Emocjonalny alarm może jednak nie zadziałać w przypadku pośredniej krzywdy ustępując miejsca reakcji poznawczej (w tym wypadku analizie zysków i strat).

Opisana hipoteza jest stosunkowo łatwa do sprawdzenia. Inne obszary w naszym mózgu odpowiadają za reakcje emocjonalne, inne za poznawcze. I takie właśnie wyniki uzyskali wspomniani wcześniej badacze (nie tylko oni z resztą). Uczestnicy rozwiązywali dylemat zwrotnicy i kładki podczas badania funkcjonalnym rezonansem magnetycznym (fMRI). Dzięki fMRI można zaobserwować, w których rejonach mózgu zwiększa się przepływ krwi i utlenowanie, co świadczy o zwiększonej aktywności komórek nerwowych w tym miejscu. Dla zainteresowanych podam, że w dylematach osobistych (dylemat z kładką) odnotowano większą aktywność w tylnej części zakrętu obręczy, przyśrodkowej korze przedczołowej i ciele migdałowatym oraz w górnej bruździe skroniowej i biegunie skroniowym. W dylematach nieosobistych (dylemat zwrotnicy) zauważono zwiększoną aktywność neuronalną w grzbietowo-bocznej korze przedczołowej i dolnej części płata ciemieniowego.

 

 

Podsumowanie: czemu grubas na kładce ma więcej szczęścia niż osoba stojąca na torach?

Zdecydowana większość z nas decyduje się na przesunięcie zwrotnicy kosztem czyjegoś życia, nie zrzuca natomiast człowieka stojącego na kładce. Osobista, bezpośrednia przemoc aktywuje w nas emocjonalną odpowiedź. Nie godzimy się na przemoc, a tym bardziej na bycie jej sprawcą. Taka decyzja to w zasadzie automat, ukształtowany przez długie lata ewolucji. Nasz emocjonalny kompas nie aktywuje się jednak w sytuacji pośredniej, nieosobistej przemocy pozostawiając miejsce na poznawczą analizę zysków i strat. Która droga rozwiązywania dylematów jest lepsza? Pozostawiam to twojej ocenie i chętnie poznam Twoje refleksje z tym związane. Pomyśl też, jakie konsekwencje dla naszego życia ma aktywowanie w różnych sytuacjach emocjonalnej bądź poznawczej drogi rozwiązywania dylematów.

Filozofia filozofią a życie życiem?

Być może opisany problem wydaje Ci się sztuczny i totalnie oderwany od życia. Bo jakie jest prawdopodobieństwo, że pewnego dnia spotkasz na drodze rozpędzony, morderczy wagonik? I że to właśnie Ty będziesz musiał zdecydować o losie osób, będących na jego drodze? Cóż, życie pisze znacznie gorsze scenariusze. Bo co innego można powiedzieć o dylemacie płaczącego dziecka? Podczas wojny kobieta z niemowlęciem i kilkoma sąsiadami ukrywa się przed wrogami w piwnicy. Dziecko zaczyna płakać a matka zakrywa mu buzię, by wytłumić dźwięk. Jeśli zabierze rękę, maluch zacznie płakać a żołnierze znajdą i zabiją wszystkich będących w piwnicy. Czy w takim razie dopuszczalne jest uduszenie dziecka by ratować pozostałych?

Z przymrużeniem oka

Żeby rozładować poważną atmosferę zachęcam do obejrzenia krótkiego filmiku ukazującego rozwiązanie dylematu wagonika przez dwulatka. Jego wybór jest naprawdę zaskakujący 🙂

 

Dla zainteresowanych

Jeśli zaciekawiła Cię tematyka artykułu zachęcam Cię do śledzenia tagu #psychologia moralności, oraz do przeczytania książki „Dylemat wagonika” Thomasa Cathcarta.

Jeśli nie straszny Ci naukowy język i słówka z neurobiologii odsyłam Cię do artykułu J. Greene’a dostępnego m.in.tutaj 

2 komentarze

  • Maciej 26 lutego 2017 at 21:46

    nie spodziewałem się, że w ten sposób dwulatek rozwiąże problem:P

    Odpowiedz
    • bogna.sobczak 26 lutego 2017 at 22:14

      Dzieciaki potrafią zaskoczyć 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj