Zespół Diogenesa, czyli o bogatych nędzarzach.


To, co widoczne na pierwszy rzut oka może być bardzo mylące. Wyobrażacie sobie żyć jak nędzarz będąc bogaczem? Ja też nie, a mimo to co jakiś czas media obiega informacja o bezdomnych, przy których znaleziono worki pełne pieniędzy czy o staruszkach żywiących się suchym chlebem mimo walizki oszczędności skrytej pod kanapą. Jak to możliwe? Odpowiedzi jest jak zwykle bez liku, jedną z nich może być zespół Diogenesa.

Dasz radę – recenzja książki


Wbrew tytułowi Dasz radę nie jest o tym, jak wyjść ze swojej strefy komfortu, ani o tym, że możesz być kimkolwiek chcesz a ograniczenia są tylko w Twojej głowie. Autorem pozycji nie jest bowiem żaden znany coach (choć bywa nazywany „coachem dobrej śmierci”) a ks. Kaczkowski, założyciel puckiego hospicjum, charyzmatyczny duchowny znany z autentyczności i wrażliwości. Pozycja nie tylko dla katolików, o czym za chwilę.

Efekt Rosenthala, czyli o pierwszym wrażeniu i jechaniu na dobrej opinii.


Niezależnie od tego jak dawno skończyliście szkołę (czy tez ile lat nauki jeszcze przed Wami) pamiętacie pewnie jakiegoś ulubieńca wszystkich nauczycieli. Nie wiadomo w sumie jak ta osoba zdobyła swoją uprzywilejowaną pozycję, faktem są natomiast wynikające z niej profity. Dziwnym trafem wszelkie potknięcia, nieprzygotowania czy słabsze dni nauczycielskiego pupila przechodzą zazwyczaj bez większego echa, zaś reszcie klasy niezależnie od starań ciężko taką osobę dogonić. W jaki…

Sesja – jak zwycięsko przez nią przejść?


Jakiś czas temu, kiedy jako mały brzdąc namiętnie oglądałam „Idź na całość” swoje triumfy święciła reklama magicznych okularosłuchawek do nauki języka angielskiego. Producent obiecywał, że to niezwykłe urządzenie zapewnia użytkownikowi „rok nauki w tydzień”. Dokładnie w ten sam sposób można by reklamować sesję. Minimum czasu i maksimum materiału do opanowania. Tylko nikt nie dołącza tych śmiesznych okularków i trzeba to jakoś ogarnąć samemu. Dziś coś dla studentów, czyli próba odpowiedzi na nieśmiertelne pytanie: jak pokonać sesję, by sesja nie pokonała Ciebie?

Gdy zdrowe odżywianie staje się przekleństwem – ortoreksja.


Świat zwariował na punkcie bycia fit. Po modzie na wrzucanie na fejsa wyników z endomondo płynnie przeszliśmy do zdjęć z siłowni, hasztagu #crossfit, przepisów na zielone koktajle (czy raczej smoothie) i czipsy z jarmużu. Co bardziej aktywni sypną czasem zdjęciem tyłeczka w obcisłych leginsach czy napiętego bicepsa. Z jednej strony to fajna moda, zdrowy styl życia jest z definicji czymś dobrym. Z drugiej strony wszyscy mamy chyba znajomych, którzy zachowują się, jak członkowie (fit) sekty i są w tym co najmniej irytujący dla otoczenia. A jeśli dodam do tego, że granica między zdrową dietą a poważnym (i bardzo groźnym) zaburzeniem odżywiania jest bardzo cienka? 

Czy warto studiować psychologię? Szczerze i bez słodzenia.


Matury w toku a wraz z nimi powraca nieśmiertelne pytanie: co potem? Większość ma już pewnie sprecyzowane plany, inni do ostatniej chwili będą się wahać gdzie złożyć dokumenty. W związku z niesłabnącą popularnością psychologii postanowiłam odpowiedzieć na pytanie czy warto poświęcić tej dziedzinie 5 lat nauki (i kolejne lata pracy). Nie będzie gloryfikowania i opisów słodkich jak puchate szczeniaczki – te możecie znaleźć na stronie każdej uczelni wabiącej przyszłych studentów. Będą za to fakty, które warto znać podejmując decyzję.

Czy pozostaniesz sobą wchodząc do grupy? Eksperyment Ascha.


Oglądacie świetny serial, odcinek dobiega końca a Wy wręcz przebieracie nogami z niecierpliwości, by tylko opowiedzieć znajomym jaką perełkę wyszukaliście w zakamarkach internetu. Wreszcie nadchodzi spotkanie, ale nim zdążyliście się odezwać okazuje się, że to Wasze cudo jest już znane szerszej publiczności. Tylko że… No właśnie. Nikt się nim nie zachwyca! Powiedzieć, że jest to obiekt powszechnej drwiny to mało. Czy w świetle nowych faktów będziecie bronić serialu w dyskusji, czy raczej cicho przyznacie, że faktycznie jest kiepski, a losy Ridge’a i Brooke są Wam zupełnie obojętne?

Jak zostać superbohaterem? Pomaganie innym z perspektywy psychologa.


Jaka jest najdotkliwsza choroba naszych czasów? Znieczulica. Każdy z nas się z nią zetknął – jeśli nie osobiście to w nagłówkach gazet. Przemoc domowa ignorowana przez sąsiadów, nieprzytomny mężczyzna mijany obojętnie przez przechodniów, kasjerka zwyzywana przez agresywnego klienta na oczach całej kolejki. Brzmi znajomo? Z drugiej strony wielu z nas zdecydowanie reaguje widząc osobę w potrzebie i nie zdajemy sobie nawet sprawy jak wielu jest w naszym otoczeniu anonimowych, codziennych bohaterów.

O radości z czytania i o tym, dlaczego znowu nie przeczytam 52 książek.


Przypadkiem trafiłam ostatnio w radiu na audycję dotyczącą czytelnictwa w Polsce. I o dziwo nie było o statystycznym Polaku, który książek nie tyka nawet kijem. Wręcz przeciwnie, pojawiły się przykłady osób czytających 200 czy nawet 500 książek rocznie! Imponujące wyniki i naprawdę gratuluję wspomnianym czytelnikom. Zastanawiam się jednak, czy w ogóle o czytaniu warto mówić w ten sposób – jak o konkursie czy wyścigu. Kto więcej, kto szybciej, kto grubszą książkę, kto bardziej ambitną?

Czy zabijesz na rozkaz? Eksperyment Milgrama.


Wyobraźcie sobie, że zgłosiliście się do udziału w prowadzonym na uniwersytecie eksperymencie dotyczącym wpływu kar na uczenie się. Gra jest warta świeczki, bo na ochotników czeka wynagrodzenie równowartości ok. 30 dolarów. W uniwersyteckim laboratorium czeka na Was ubrany na biało eksperymentator o surowym wyglądzie i drugi uczestnik badania. Jeden z Was ma być uczeniem, drugi nauczycielem. Szczęśliwie Wam przypada ta druga rola. Zadaniem ucznia jest zapamiętanie par wyrazów, nauczyciel ma sprawdzać znajomość podanych par i w razie błędów aplikować uczniowi wstrząsy elektryczne, z każdym kolejnym błędem większe. Tak zaczyna się jedno z najgłośniejszych badań w psychologii – eksperyment Milgrama.